Autopromocja

Wall Street: Wiara, nadzieja, pieniądze

15 lutego 2013

Rozbuchane ego nadal jest motorem napędowym ludzi trzęsących Wall Street. W tym świecie pokora nie należy do najczęściej spotykanych cech – mówi Andrew Ross Sorkin.

Skrót artykułu

Jak wygląda Wall Street cztery i pół roku po wybuchu wielkiej bomby? Faceci o mentalności Gordona Gekko nadal trzymają się mocno, czy może wymiótł ich krach z jesieni 2008?

Szczerze mówiąc, znam tylko jednego bankiera, który nosił szelki. Nadal pracuje.

I też powtarza, że „chciwość jest dobra”?

Pewnie tak, bo po 2008 r. nie nastąpiła jakaś zasadnicza wymiany kadr na szczytach czy na średnim szczeblu amerykańskiej machiny finansowej. Może teraz jest trochę mniej charyzmatyków snujących wielkie dalekosiężne wizje. Przed kryzysem na charyzmatyka pozował każdy. Teraz w modzie jest raczej pielęgnowanie wizerunku bankiera liczykrupy. Czyli twardo stąpającego po ziemi księgowego skoncentrowanego na liczbach. Skłamałbym jednak, twierdząc, że duch Gordona Gekko przestał unosić się nad Wall Street. Oczywiście postać chciwego tradera z filmu Oliviera Stone’a zawsze była mocno przerysowana. Tak naprawdę poziom cynizmu jest wśród tych gości dużo mniejszy. To nie są żadni diaboliczni nadludzie. Oni są w pewnym sensie tacy jak reszta populacji. Z tą tylko różnicą, że obracają sumami wyposażonymi w więcej zer. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż chcą zgarniać wysokie nagrody i wciąż najlepszym sposobem do ich motywowania są pieniądze. Ale to mnie akurat specjalnie nie dziwi. Jeśli ktoś jest nauczycielem, idzie do pracy, żeby uczyć. Kiedy jesteś lekarzem, to leczysz. A jeżeli idziesz do pracy na Wall Street, to twoim zadaniem jest zarabianie pieniędzy. Dla banku i dla siebie. O to chodzi w tym biznesie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.