Widmo deindustrializacji nad Wisłą

Polska gospodarka u progu kryzysu? FPP bije na alarm: przez drogi prąd stracimy tysiące etatów
Polska gospodarka u progu kryzysu? FPP bije na alarm: przez drogi prąd stracimy tysiące etatówMateriały prasowe
30 czerwca, 10:57

Wysokie koszty energii elektrycznej oraz opłat sieciowych stawiają polski przemysł tradycyjny na skraju strukturalnego kryzysu. Federacja Przedsiębiorców Polskich zaprezentowała innowacyjną „Mapę powiązań branżowych”, która dowodzi, że problemy sektorów energochłonnych błyskawicznie rozlewają się na całą krajową gospodarkę. Jeśli państwo nie podejmie natychmiastowych działań interwencyjnych, Polsce grozi fala deindustrializacji, masowa utrata miejsc pracy oraz miliardowe uszczerbki w PKB.

Polska debata publiczna od wielu miesięcy koncentruje się wokół pojęcia local content, czyli zabezpieczenia udziału krajowych dostawców i materiałów w wielkich inwestycjach strategicznych, takich jak Port Polska, elektrownia jądrowa, nowoczesna infrastruktura kolejowa czy drogowa. Wszędzie tam fundamentem są wyroby hutnicze, cement oraz produkty branży chemicznej. Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, studzi jednak optymizm, wskazując na zaniedbania regulacyjne.
– O local content nie wystarczy mówić, trzeba o niego realnie zadbać. Milion definicji tworzonych w gabinetach ministerialnych nie zastąpi systemowego wsparcia państwa dla rodzimego przemysłu – alarmuje Marek Kowalski.
Zwraca uwagę, że o konkurencyjności współczesnej gospodarki decydują przede wszystkim koszty pracy, ślad węglowy, a w najbliższej przyszłości także dostęp do wody. Na tym polu Polska zaczyna drastycznie przegrywać przez brak proaktywnej polityki finansowej rządu. Zdaniem Marka Kowalskiego, państwo priorytetowo traktuje zaspokajanie potrzeb społecznych, wydając na ustawy resortu rodziny ok. 28 mld zł, zapominając o poduszce bezpieczeństwa dla przemysłu i jego podwykonawców, która kosztowałaby zaledwie 6-7 mld zł.

– Jeśli zabraknie tych środków na stabilizację cen energii, wspólny unijny rynek sprawi, że polski komponent zostanie całkowicie wyparty przez tańszy import, a wszelkie definicje local contentu pozostaną jedynie martwą literą prawa – podkreśla.

Rachunek za szok energetyczny

Narzędzie analityczne zaprezentowane przez FPP, oparte na bilansie przepływów międzygałęziowych GUS oraz sprawozdaniach finansowych firm z 2025 roku, pozwala precyzyjnie zasymulować tzw. efekt domina. Mariusz Paczkowski, ekspert FPP ds. energii i środowiska, przedstawił dane Eurostatu za drugą połowę 2025 roku, z których wynika, że Polska jest niechlubnym liderem pod względem kosztów energii elektrycznej w UE. Całkowity jednostkowy koszt energii dla największych odbiorców przemysłowych (zużywających powyżej 150 GWh rocznie) jest w naszym kraju o 45 proc. wyższy od średniej unijnej. W porównaniu z poszczególnymi gospodarkami, polski przedsiębiorca płaci za energię o 30 proc. więcej niż niemiecki, o 50 proc. więcej niż włoski i aż o niemal 200 proc. więcej niż francuski.

Głównym winowajcą są koszty sieciowe, które w Polsce wynoszą 34,7 euro/MWh przy średniej unijnej na poziomie 16,6 euro/MWh. W krajach takich jak Niemcy czy Francja, rządy stosują ulgi sieciowe dla przemysłu sięgające nawet 90 proc. Same Niemcy przeznaczyły w tym roku w budżecie federalnym blisko 30 mld euro na dotowanie kosztów energii.

W związku z tym eksperci FPP sformułowali jasne postulaty wobec administracji krajowej. Apelują o wprowadzenie taryf sieciowych dla przemysłu energochłonnego na wzór rozwiązań zachodnich i obniżenie kosztów sieciowych oraz opłaty jakościowej o 90 proc. poprzez nadanie statusu „odbiorcy specjalnego”. Ale też o powrót do rządowych zapowiedzi z czerwca 2025 roku i wdrożenie programu gwarantującego stałą cenę energii na poziomie 250 zł/MWh przez okres co najmniej 5 lat oraz wprowadzenie zasady neutralności kosztowej nowych regulacji energetycznych dla odbiorców przemysłowych.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP i wiceprezes zarządu CALPE przedstawił, jakie będą makroekonomiczne konsekwencje bierności państwa w tym zakresie. Wskazał, że bezpośredni ubytek produkcji w kraju szacowany jest na 22,7 mld zł. Jednak po uwzględnieniu efektów pośrednich i indukowanych w branżach powiązanych (spadek zamówień u dostawców, redukcja zatrudnienia, spadek konsumpcji prywatnej), pełny rachunek strat dla polskiej gospodarki zamyka się w kwocie 50,7 mld zł utraconej produkcji całkowitej. Towarzyszy temu spadek PKB o 17,1 mld zł, ubytek dochodów sektora finansów publicznych z tytułu podatków i składek o 6,6 mld zł oraz likwidacja prawie 82 tys. etatów.

– Utrata dziesiątek miliardów złotych i tysięcy miejsc pracy to efekt strukturalnej luki kosztowej wobec konkurencji. Każda złotówka dodatkowo obciążająca polski przemysł wywołuje zwielokrotnione, negatywne skutki kaskadowe w całej gospodarce – podkreśla Łukasz Kozłowski.

Polska gospodarka u progu kryzysu? FPP bije na alarm: przez drogi prąd stracimy tysiące etatów
Polska gospodarka u progu kryzysu? FPP bije na alarm: przez drogi prąd stracimy tysiące etatów

Branża hutnicza w punkcie krytycznym

Sektorem, w który najmocniej uderza obecny kryzys, jest hutnictwo stali. To branża o strategicznym znaczeniu, silnie zelektryfikowana (energia stanowi 14,5 proc. jej kosztów operacyjnych), stanowiąca początek całego łańcucha przemysłowego. Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo Handlowej, podkreśla, że polskie huty pracują obecnie na zaledwie 70 proc. swoich zdolności produkcyjnych, co grozi trwałą degradacją parku technologicznego.
– Znaleźliśmy się w momencie krytycznym. Krajowa produkcja stali przegrywa walkę o konkurencyjność. W ciągu ostatnich 10 lat cena megawatogodziny dla przemysłu potężnie wzrosła – z 38 euro do 109 euro. Skutek jest taki, że udział importu w krajowym zużyciu stali osiągnął w zeszłym roku 90 proc. – podsumował Mirosław Motyka, apelując do rządu o natychmiastowe traktowanie cen energii jako narzędzia suwerenności, odporności i obronności kraju.

Wojciech Więcławik, prezes zarządu CMC Poland wskazał natomiast, że krajowe hutnictwo przeszło głęboką transformację operacyjną. Polskie zakłady należą pod względem efektywności energetycznej do światowej czołówki. Huta w Zawierciu, będąca hutą elektryczną, w pełni realizuje założenia gospodarki obiegu zamkniętego (recykling złomu, 98-proc. odzysk produktów ubocznych), produkując ekologiczną stal typu low carbon. Mimo to, przez koszty systemowe energii, jest karana za swoją nowoczesność.

Wojciech Więcławik zwraca uwagę na aspekt społeczny deindustrializacji regionów. Jeden etat w hutnictwie generuje od pięciu do sześciu miejsc pracy w sektorach kooperujących. W przypadku Zawiercia, zatrudniająca 2500 osób huta daje utrzymanie de facto 15 tys. mieszkańców. Zniknięcie takiego zakładu to, jego zdaniem katastrofa społeczna dla całego regionu.

– Nie ma biznesu, który przetrwa bez rozwoju. Możemy wegetować rok lub dwa, ale w tym czasie konkurencja z Włoch, Niemiec czy Francji ucieka, zalewając nasz rynek dzięki potężnym dotacjom energetycznym w swoich krajach – przestrzega prezes CMC Poland.
Podkreśla on także, że dopuszczenie do likwidacji krajowej produkcji uzależni Polskę od dostawców zewnętrznych, co w dobie kryzysów geopolitycznych skończy się dyktatem cenowym i załamaniem łańcuchów dostaw elementów niezbędnych dla bezpieczeństwa państwa.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png