Polska wchodzi w dekadę modernizacji napędzaną środkami z KPO i funduszy unijnych, które mają stać się testem dojrzałości naszej gospodarki. Aby ten proces okazał się sukcesem, zainaugurowany przez Ministerstwo Aktywów Państwowych projekt „Local Content. Z korzyścią dla Polski” stawia konkretny cel. Zgodnie z nim po zakończeniu wielkich budów w kraju muszą zostać zaawansowane technologie i unikalne kadry, a nie tylko beton i stal.
Nadchodzące lata mogą zostać zapamiętane jako czas największej w historii III RP fali inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i przemysłowych. Budowa pierwszej elektrowni jądrowej, rozwój morskich farm wiatrowych na Bałtyku, projekty kolejowe w ramach komponentu lotniskowego czy wreszcie modernizacja armii – to przedsięwzięcia, które pochłoną setki miliardów złotych.
Pojawia się jednak pytanie, czy te pieniądze jedynie przepłyną przez Polskę, zasilając konta zagranicznych dostawców technologii, czy też staną się paliwem dla rozwoju rodzimego przemysłu. Dlatego sukces nadchodzących lat nie może być mierzony wyłącznie liczbą oddanych do użytku bloków energetycznych, kilometrów torów czy nowoczesnych wyrzutni rakietowych. Miernikiem dojrzałości państwa będzie to, ile wartości dodanej, kompetencji inżynierskich i zdolności wykonawczych zostanie w polskiej gospodarce po zrealizowaniu projektów.
Patriotyzm jutra
Zainagurowany w kwietniu 2026 r. przez Ministerstwo Aktywów Państwowych projekt „Local Content. Z korzyścią dla Polski” to sygnał, że debata o udziale krajowego przemysłu w ważnych dla gospodarki przedsięwzięciach weszła w etap wdrażania. Chodzi jednak nie o local content rozumiany jako protekcjonizm, czyli odgradzanie się od globalnych rynków, ale o nowoczesny patriotyzm gospodarczy, który opiera się na mądrym zarządzaniu pieniędzmi podatnika. Ideą nie jest więc hasło „kupuj polskie bez względu na jakość”, ale dążenie do tego, by rodzime firmy przestały być jedynie podwykonawcami, realizującymi najprostsze prace fizyczne, a stały się partnerami w najbardziej zaawansowanych technologicznie projektach.
Local content powinien być więc oceniany z wykorzystaniem szerokiego wachlarza wskaźników. To nie tylko miejsce rejestracji firmy, ale przede wszystkim jej realne zakorzenienie w lokalnym ekosystemie. To zagwarantuje, że odprowadzane podatki zasilą samorządy i budżet centralny, powstaną wysokopłatne miejsca pracy dla specjalistów, nastąpi przejmowanie technologii, zakup licencji i tworzenie centrów badawczych nad Wisłą, a także dojdzie do sytuacji, w której zyski wypracowane w Polsce – nawet przez firmy o kapitale zagranicznym – będą ponownie inwestowane.
Repolonizacja łańcucha dostaw
Ostatnie lata, naznaczone pandemią i wstrząsami geopolitycznymi, pokazały, jak kruche potrafią być globalne łańcuchy dostaw. W tym kontekście local content staje się kwestią bezpieczeństwa narodowego. Zwiększenie udziału rodzimych małych i średnich przedsiębiorstw w procesach zakupowych gigantów, takich jak spółki Skarbu Państwa, buduje odporność państwa na zewnętrzne kryzysy.
Dążenie do tego, aby zamówienia trafiały do krajowych wykonawców, wymusza na nich rozwój i podnoszenie standardów. To mechanizm samonapędzający się, w którym duże inwestycje mają wymuszać transfer technologii, co z kolei podnosi kwalifikacje polskich pracowników. Dzięki temu przy kolejnym projekcie polska firma nie będzie już prosić o udział w konsorcjum, ale sama będzie w stanie pełnić funkcję lidera realizacji.
W budownictwie, które jest papierkiem lakmusowym kondycji gospodarczej, widać to najlepiej. Pojedynczy wielki kontrakt to nie tylko jedna umowa. To impuls dla setek firm okołoprojektowych, od biur projektowych przez producentów materiałów budowlanych po wyspecjalizowane serwisy. Local content to zatem budowanie całego ekosystemu, który zostaje na rynku na lata, tworząc unikalne know-how.
Wykonawca czy lider
Polska potrzebuje więc zmiany paradygmatu: od kraju wykonawców pojedynczych zadań do kraju liderów realizacji, czyli podmiotów zdolnych do zintegrowania całego projektu, zarządzania ryzykiem finansowym i technicznym oraz brania pełnej odpowiedzialności za efekt końcowy.
Budowanie takich kompetencji nie dzieje się jednak z dnia na dzień. Wymaga to od państwa stworzenia warunków do planowania długoterminowego. Firmy zainwestują w drogi sprzęt, specjalistyczne oprogramowanie i szkolenia ludzi tylko wtedy, gdy zobaczą przewidywalny harmonogram inwestycji na lata. Warunkiem realnego local contentu są więc wykonalne kontrakty, z rozsądnym podziałem ryzyk, realistycznymi terminami i odejściem od dyktatury najniższej ceny w zamówieniach publicznych.
Studium przypadku w praktyce
Przykładem firmy, która ideę local contentu przekuła w model biznesowy, jest Budimex, który od lat udowadnia, że skala działania i patriotyzm gospodarczy mogą iść w parze.
– Dla Budimexu local content nie jest nowym hasłem, ale modelem działania, który stosujemy od lat. Realizując największe inwestycje infrastrukturalne w Polsce, współpracujemy z tysiącami krajowych podwykonawców, dostawców, projektantów i firm specjalistycznych. To właśnie ten ekosystem decyduje o zdolności państwa do sprawnej realizacji dużych programów inwestycyjnych – zaznacza Cezary Łysenko, członek zarządu spółki Budimex, dodając, że local content to nie tylko udział polskich firm w kontraktach. To także podatki płacone w Polsce, rozwój kompetencji, współpraca z uczelniami, kształcenie przyszłych inżynierów, stabilne warunki dla partnerów biznesowych i budowanie know-how, które zostaje w krajowej gospodarce.
Firma obecna na rynku od 1968 r., zatrudniająca 7,6 tys. osób, zarządza obecnie portfelem zleceń o wartości ponad 16 mld zł. W ciągu ostatnich czterech lat wpłaciła 2,6 mld zł z tytułu CIT, PIT i VAT, a w 2024 r. była liderem płatności podatku CIT w sektorze budowlanym.
Spółka rozumie też, że kompetencje to zasób strategiczny, który trzeba wykształcić. Inwestuje więc w przyszłe kadry poprzez wiele inicjatyw, takich jak „Akademia Kierownika” i „Akademia Inżyniera”, czyli autorskie programy rozwoju talentów, programy „Super Lider” i „Mistrzowskie Synergie”, nakierowane na podnoszenie efektywności i współpracy, czy „Współpraca z edukacją”, polegająca na tworzeniu klasy patronackiej w Koluszkach oraz szerokiego systemu praktyk i staży dla studentów uczelni technicznych. Takie podejście sprawia, że wiedza techniczna nie znika wraz z zakończeniem budowy, ale zostaje w głowach inżynierów i w procedurach firm, gotowa do wykorzystania przy kolejnych wyzwaniach, np. przy budowie polskiego atomu.
– Największą wartość możemy stworzyć w obszarach, w których skala inwestycji będzie budować trwałe kompetencje: w drogach, kolei, energetyce, projektach lotniskowych, infrastrukturze krytycznej i obronnej. Warunkiem jest przewidywalny portfel inwestycji, dobrze przygotowane postępowania, partnerski dialog z rynkiem i racjonalny podział ryzyk. Wtedy pieniądze wydane na infrastrukturę zostają w Polsce nie tylko jako drogi, linie kolejowe czy obiekty publiczne, ale także jako miejsca pracy, podatki, referencje, technologia i silniejsze lokalne firmy – podsumowuje Cezary Łysenko.
Potrzebna zmiana mentalna
Wprowadzenie mechanizmów preferujących lokalnych wykonawców wymaga odwagi, ale i zmiany mentalnej po stronie zamawiających, głównie urzędników i zarządów spółek Skarbu Państwa, którzy muszą przestać bać się oskarżeń o brak konkurencyjności i zacząć otwarcie promować jakość oraz stabilność, jaką dają lokalne firmy.
Współpraca z polskimi wykonawcami to mniejsza zależność od zagranicznych dostawców, którzy w obliczu globalnego kryzysu mogą przekierować swoje zasoby na inne rynki.
Jeśli projekt MAP „Local Content. Z korzyścią dla Polski” zostanie zrealizowany rzetelnie, Polska będzie krajem o zupełnie innym obliczu gospodarczym. Nie będziemy już tylko placem budowy dla zagranicznych koncernów, ale hubem technologicznym mającym własne kadry zdolne do serwisowania elektrowni jądrowych, projektowania szybkich kolei i eksportowania tych usług na cały świat.
Local content to zatem szansa, by miliardy z KPO i budżetu państwa stały się kołem zamachowym nowoczesności. To droga do tego, by za dekadę Polska miała nie tylko nową infrastrukturę, ale przede wszystkim silniejszy, odporniejszy na wstrząsy rynek wykonawczy i bezcenny kapitał wiedzy technicznej. To konieczność, jeśli chcemy, by rozwój Polski był trwały.
Czytaj więcej w dodatku DGP | Local Content
Partner
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu