Autopromocja

Rybiński: Życie codzienne i relaks w Portugalii oczami ekonomisty

Krzysztof Rybiński
prof. Krzysztof Rybiński, rektor Uczelni Vistula w Warszawie.DGP
22 czerwca 2012

W zeszłym tygodniu byłem w Liszboa, jak Portugalczycy mówią na swoją stolicę. Miałem prezentację na temat perspektyw strefy euro oraz wpływu nadchodzącego Eurogedonu na gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej i Polski. Postanowiłem wykorzystać okazję i zostaliśmy z żoną na kilka dni, żeby zwiedzić Lizbonę i pojechać do Sintry.

Turystycznie wyjazd był wspaniały. Sintra to przepiękne tysiącletnie zamki, pałace i parki oraz sklepy z porcelaną dla miłośników skorup, do których zalicza się moja żona. W Lizbonie jeździliśmy stuletnimi malutkimi tramwajami linii 28, polecam jazdę nocną, gdy nie ma ruchu i tramwaj mknie jak szalony po górskich ulicach Lizbony. W dzień są korki, pojazd sunie wolno, mijając o kilka centymetrów mury kamienic i o milimetry zaparkowane samochody. Nasz kierowca zatrzymał tramwaj i prosił pasażerów, żeby mu mówili, czy się zmieści, czy nie, passa, passa, czy jakoś tak krzyczeli po portugalsku, udało się i kierowca zebrał burzę oklasków.

Gdy zwiedzaliśmy miasto w dni powszednie, miałem nieodparte wrażenie, że w Portugalii odczuwa się kryzys. Restauracje puste, ponad połowa stolików wolna, metro, pociąg i tramwaje też puste. Nawet w piątkowy wieczór, gdy wybraliśmy się do restauracji z muzyką fado, gdzie występowała artystka obsypana nagrodami na międzynarodowych festiwalach, gości było niewielu. Hotel, w którym mieszkaliśmy, też był prawie pusty, choć był niedrogi i świetnie położony. Ceny w restauracjach są podobne do naszych, za to w kawiarniach raczej niskie. Zdumiałem się, gdy w kawiarni z widokiem na przepiękną bazylikę Estrella zapłaciliśmy za ciastko i dwie kawy 2,35 euro. Lizbona nie uporała się z taksówkową mafią, z lotniska do hotelu zapłaciliśmy 20 euro, żeby przekonać się, iż na tej samej drodze powrotnej radio taxi kosztuje niecałe 10 euro. W sobotę pojawiło się w Lizbonie mnóstwo turystów, ale chyba dlatego że odbywał się wielki piknik na placu nad morzem. Ponieważ w centrum Lizbony jest mało trawy, rodziny rozkładały koce i krzesełka na chodniku i tak piknikowały. Każdy kraj ma swoje zwyczaje.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.