Autopromocja

Rybiński: Noworoczna szopka robi krok do przodu, czyli jaki był rok 2012

Krzysztof Rybiński
Krzysztof RybińskiDGP
26 grudnia 2011

Wybierzmy się w podróż w czasie. Jest grudzień 2012 roku, w Warszawie zalega dwumetrowa warstwa śniegu, drogowcy i kolejarze po raz kolejny dali się zaskoczyć zimie. Do Zalesia Górnego wraca się z centrum trzy godziny, pociąg z Warszawy do Gdańska jechał trzy dni. Podróżni mają dużo czasu, żeby zastanowić się nad tym, jaki był rok 2012.

Wszyscy pamiętamy niesamowite anomalie pogodowe 2012 roku. O ile globalne ocieplenie wciąż jest kwestionowane, to pod koniec roku nikt nie kwestionuje, że pogoda stała się bardzo zmienna, a zmiany gwałtowne. Po bezśnieżnej zimie, ku utrapieniu dzieci, śnieg spadł w kwietniu i maju, a 10-stopniowy mróz, który trwał co prawda tylko kilka dni, doprowadził do rozpaczy rolników. Latem temperatura w Polsce przekroczyła 45 stopni, w kilku miastach rzeki zamieniły się w błotniste kanały, po raz pierwszy racjonowano wodę i wprowadzono karę za podlewanie ogródków. Wpływowi salonowi dziennikarze winą za wszystko obarczyli PiS, co potwierdziły badania opinii publicznej.

Jednak wahania pogody były niewielkie w porównaniu z wahaniami na rynkach finansowych. W styczniu agencje obniżyły ratingi wszystkim krajom strefy euro, Włochy sprzedały tylko połowę obligacji na aukcji, a ich oprocentowanie przekroczyło 8 proc. Kilka dni później duży bank francuski ogłosił bankructwo. Pomimo błyskawicznej akcji ratunkowej podjętej przez rząd Francji pod kasami banku ustawiły się kolejki. Oprocentowanie obligacji rządu przekroczyło 7 proc., bo zaczęto się obawiać, że koszty ratowania francuskiego sektora bankowego, którego aktywa są trzyipółkrotnie większe od francuskiego PKB, przekraczają możliwość rządu Francji. Kilka dni później w całej strefie euro pojawił się efekt domina, banki przestały sobie pożyczać pieniądze. „Financial Times” napisał, że zostało 10 dni, żeby uratować Europę. Zorganizowano szczyt ostatniej szansy, w którym wziął udział prezes EBC. Na szczycie ustalono trzy rzeczy: że kolejny szczyt odbędzie się za miesiąc, że wprowadzenie euro było trwałym i nieodwracalnym procesem oraz że strefa euro zbierze 500 mld euro na ratowanie Włoch, Hiszpanii i Francji, inne kraje świata dorzucą około 1 bln euro. Ogłoszono wielki sukces. Nazajutrz giełdy spadły o 15 procent i rozpętało się piekło. Przez pięć dni z rzędu giełdy spadały po ponad 10 procent dziennie, za jednego dolara płacono 95 eurocentów, a uncja złota w jednym momencie kosztowała 5000 dolarów. Następnego dnia cena spadła do 3000 dolarów, co pokazuje skalę emocji i paniki. Ten spadek nastąpił, po tym jak w epokowym przemówieniu prezes EBC ogłosił, że skala kryzysu uzasadnia rozpoczęcie drukowania pieniędzy na masową skalę. I ruszyły prasy drukarskie. To była prawdziwa euforia, jednego dnia indeksy giełdowe poszły w górę o 25 procent, najwięcej w historii. Wszystkie gazety świata (nawet w Korei Północnej i na Kubie) wydrukowały zdjęcie Super Mario z podpisem „oto ten, który uratował świat przez depresją o galaktycznych rozmiarach”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.