Niemiecki minister gospodarki chce unijnej rady stabilizacyjnej. Instytucja politycznie niezależna swobodnie nakładałaby kary na państwa strefy euro nieprzestrzegające dyscypliny budżetowej
Wicekanclerz Niemiec Philipp Roesler przekonuje, że powstanie rady zapobiegnie powtórce sytuacji z Grecji, która przez lata ukrywała rzeczywisty obraz stanu finansów publicznych.
Według Roeslera, który pełni także obowiązki ministra gospodarki i lidera koalicyjnej Wolnej Partii Demokratycznej (FDP), nowa instytucja powinna również kontrolować politykę budżetową państw całej UE, a nie tylko unii walutowej. Nie chodzi przy tym wyłącznie o przestrzeganie tzw. kryteriów z Maastricht, zakładających m.in. dopuszczalny poziom inflacji, długu publicznego i deficytu budżetowego. Rada stabilizacyjna miałaby bowiem także przeprowadzać testy konkurencyjności, badając m.in., czy regulacje na rynku pracy umożliwiają wystarczającą konkurencyjność bądź zapewniają odpowiedni klimat do innowacji. – Jeśli ktoś je obleje, powinien ponosić konsekwencje – mówił Roesler.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.