Marka Chrzanowskiego, byłego już przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, nic nie tłumaczy ani nie broni w świetle ujawnionego nagrania z rozmowy z miliarderem Leszkiem Czarneckim. Sugerowanie, jakiego pracownika powinien zatrudnić właściciel banków, podejmowanie rozmowy o jego wynagrodzeniu czy plotkowanie o wewnętrznych sprawach urzędu, także tych być może objętych tajemnicą zawodową, wystawia mu fatalne świadectwo. W najlepszym razie można mówić o przekroczeniu przez byłego szefa nadzoru uprawnień, w najgorszym – do czego próbuje przekonać pełnomocnik prawny Czarneckiego – o próbie korupcyjnej. Cała sytuacja nie jest tylko problemem Chrzanowskiego czy PiS, ale całego państwa. Najmocniej uderza w jej niechlubnego bohatera, ale naraża na szwank całą instytucję.
KNF to jedno z kluczowych miejsc w administracji. Nadzoruje i reguluje nie tylko system bankowy, ale także rynek kapitałowy. To urzędnicy nadzoru stoją na straży tego, aby na rynku nie było przekrętów, a jeśli już są, to by winni ponieśli odpowiedzialność. Dlatego nagrane rozmowy nie powinny służyć do tego, by podważać profesjonalizm i pracę urzędników. Faktem jest, że zrobił to już ich były szef swoimi wypowiedziami i dał paliwo do kwestionowania wielu decyzji, które KNF podjęła już choćby w kontekście największej afery na naszym rynku, czyli sprawy GetBacku.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.