Podczas szczytu w Niżnym Nowgorodzie politycy mieli skupić się na perspektywach wejścia Rosji do Światowej Organizacji Handlu. Spotkanie zdominował jednak spór o embargo na unijne produkty, wprowadzone po wybuchu epidemii zakażenia groźnym szczepem bakterii E.coli.
Choć wczoraj pojawiły się nieoficjalne informacje o tym, że Rosjanie znowu zaczęli kupować unijne truskawki, to europejscy plantatorzy dalej tracą miliony. Ciągle bowiem obowiązuje zakaz wwożenia do Rosji warzyw z terenów UE. Dotyczy on m.in. Polski, choć w naszym kraju odnotowano zaledwie kilka przypadków zakażenia niemiecką odmianą pałeczki okrężnicy. Zdaniem Brukseli takie działanie jest sprzeczne z duchem WTO, ponieważ Moskwa zareagowała nieproporcjonalnie do zagrożenia.
– Szczerze mówiąc, nie wiem, jakiemu duchowi przeczy embargo. Przecież tam ludzie umierają od spożywania tych produktów, nie możemy z powodu jakiegoś ducha truć naszych ludzi – mówił kilka dni temu premier Władimir Putin. Wczoraj jego słowa nieco łagodził stały przedstawiciel Kremla przy UE Władimir Cziżow, jednak, co do zasady, Rosja zdania nie zmienia. – Problem z embargiem nie jest naszym problemem. To problem – może nie powinienem tego mówić – EU coli – żartował Cziżow, łącząc nazwę bakterii z angielskim skrótem nazwy Unii Europejskiej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.