Kredytobiorcy, którzy zadłużyli się w szwajcarskiej walucie, nie są pożałowania godnymi ryzykantami. Ich decyzja była dobra, gdy frank był tani i nadal daje się obronić, gdy pieniądz ten jest drogi - pisze zastępca redaktora naczelnego "DGP"
Ależ to jelenie, ci, którzy wzięli kredyt w szwajcarskim franku! Dali się zwieść mirażom i teraz mają za swoje. Taki ton pobrzmiewa w licznych komentarzach i opiniach publicystów czy ekspertów wygłaszanych teraz, gdy frank dzień po dniu osiąga niebotyczne poziomy. Czytamy więc historie o tych, którzy wzięli kredyt w szwajcarskiej walucie i teraz spłata spędza im sen z powiek. Trzeba było się zapożyczać w walucie, w której się zarabia – upominają komentatorzy. To było nieświadome wejście w grę na spadek franka – przypomina jeden z publicystów. A szef jednego z największych banków w Polsce dodaje: gdybym miał taki kredyt, przewalutowałbym go natychmiast na złote. Łatwo powiedzieć, trudniej spłacić kredyty, które w skrajnych wypadkach wyrażone w złotych są niemal dwa razy większe niż w momencie ich zaciągnięcia.
Czy jednak naprawdę ci, którzy zadłużyli się we frankach, okazują się pożałowania godnymi ryzykantami i naiwniakami? Czy możliwość wzrostu wartości tej waluty wykraczała poza ramy ich wyobraźni? Otóż jestem przekonany, że nie. Z kilku powodów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.