Amerykańscy internauci przekonali GM, aby Chevroleta nadal nazywać chevym. Każda duża firma liczy się dziś ze zdaniem użytkowników sieci
Kilka tygodni temu w holu siedziby Chevroleta w Detroit stanął plastikowy słój. Każdy z pracowników miał wrzucać do niego ćwierćdolarówkę, ilekroć zdarzy mu się wymówić lub napisać słowo „chevy”. Używany przez lata skrót, którym Amerykanie nazywali swój ukochany samochód, miał zniknąć z korporacyjnego języka. Gigant motoryzacyjny, który odbudowuje pozycję po zeszłorocznym bankructwie, zdecydował się na marketingową konsekwencję. – Chevy jest taki amerykański, a General Motors robi interesy w 130 krajach – tłumaczył wiceprezydent Chevroleta Alan Batey. „Od tej pory niezależnie od tego, czy rozmawiacie z dilerem, czy też zwracacie się do rodziny, określajcie naszą markę jako Chevrolet” – głosiło polecenie służbowe.
Pech chciał, że notatka trafiła w ręce dziennikarza „New York Timesa”. Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Po ukazaniu się artykułu w dzienniku w sieci podniosło się larum. Twitter Chevroleta rozgrzał się do czerwoności, a na blogach pojawiły się setki wpisów. „Nie zmieniajcie nazw, tylko róbcie dobre samochody”, „Komuś przydałby się podręcznik marketingu”, „Mój synek kocha chevy, czy będzie umiał powiedzieć Chevrolet Camaro?” – denerwowali się internauci. Nazajutrz wiceprezydent Batey wydał oświadczenie. „Kochamy chevy'ego. W żadnym wypadku nie chcemy zniechęcać klientów do używania tej nazwy” – zapewniał w filmiku, zamieszczonym w serwisie YouTube.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.