Autopromocja

Zaklinacze internetowej społeczności potrzebni od zaraz

30 lipca 2010

Amerykańscy internauci przekonali GM, aby Chevroleta nadal nazywać chevym. Każda duża firma liczy się dziś ze zdaniem użytkowników sieci

Kilka tygodni temu w holu siedziby Chevroleta w Detroit stanął plastikowy słój. Każdy z pracowników miał wrzucać do niego ćwierćdolarówkę, ilekroć zdarzy mu się wymówić lub napisać słowo „chevy”. Używany przez lata skrót, którym Amerykanie nazywali swój ukochany samochód, miał zniknąć z korporacyjnego języka. Gigant motoryzacyjny, który odbudowuje pozycję po zeszłorocznym bankructwie, zdecydował się na marketingową konsekwencję. – Chevy jest taki amerykański, a General Motors robi interesy w 130 krajach – tłumaczył wiceprezydent Chevroleta Alan Batey. „Od tej pory niezależnie od tego, czy rozmawiacie z dilerem, czy też zwracacie się do rodziny, określajcie naszą markę jako Chevrolet” – głosiło polecenie służbowe.

Pech chciał, że notatka trafiła w ręce dziennikarza „New York Timesa”. Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Po ukazaniu się artykułu w dzienniku w sieci podniosło się larum. Twitter Chevroleta rozgrzał się do czerwoności, a na blogach pojawiły się setki wpisów. „Nie zmieniajcie nazw, tylko róbcie dobre samochody”, „Komuś przydałby się podręcznik marketingu”, „Mój synek kocha chevy, czy będzie umiał powiedzieć Chevrolet Camaro?” – denerwowali się internauci. Nazajutrz wiceprezydent Batey wydał oświadczenie. „Kochamy chevy'ego. W żadnym wypadku nie chcemy zniechęcać klientów do używania tej nazwy” – zapewniał w filmiku, zamieszczonym w serwisie YouTube.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.