Pieniądze dla Aten stoją pod znakiem zapytania. Unia żąda od Grecji głębszych i szybszych reform. Rząd tego kraju broni się, że dalsze oszczędności grożą wybuchem społecznym. A sektor finansowy na poważnie szacuje koszty plajty.
Pogłębia się kryzys zadłużeniowy na Starym Kontynencie. W reakcji na rozczarowujący szczyt unijnych ministrów finansów strefy euro we Wrocławiu powróciła kwestia bankructwa Grecji jeszcze tej jesieni.
Oficjalnie wrocławskie spotkanie miało pokazać, że europejskie długi są pod kontrolą. Rzeczywistość okazała się jednak inna. W trakcie weekendu greckie media pełne były cytatów z uczestniczącego w spotkaniu ministra finansów Grecji Evangelosa Venizelosa, który narzekał na „niezwykle negatywny klimat spotkania”. Emocje podgrzał jeszcze opublikowany w niedzielę wywiad z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schaeuble w dzienniku „Bild”. Schaeuble postawił w nim pod znakiem zapytania wypłatę kolejnej transzy pomocy dla Grecji, jeśli Ateny nie przyspieszą oszczędności i reform swojej gospodarki. Miarą powagi sytuacji może być to, że grecki premier Georgios Papandreu w ostatniej chwili odwołał swoją podróż do USA, bo – jak stwierdziło jego biuro prasowe – „chce z bliska obserwować rozwój wypadków”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.