Sierant: Nauka wyniesiona z dogrywek

giełda
Ci, którzy uważnie śledzili rachunek przepływów, zdążyli sprzedać swoje akcje.ShutterStock
25 września 2017

To było tak. Był czas dogrywek na giełdzie. Kto młody, ten nie wie, czym dogrywka była. A kto wie, ten niemłody. Raz na jakiś czas, zwłaszcza gdy na rynku się coś działo, udawałem się do pobliskiego biura maklerskiego. Raz w czasie dogrywki okazało się, że notowania spółki Espebepe spadły przy nadwyżce sprzedaży. Była to spółka budowlana ze Szczecina, o której mało kto teraz pamięta, ponieważ zbankrutowała w 2003 r. I kiedy się zastanawialiśmy z kolegą (działanie w porozumieniu?), czy kupić ich akcje, bo poprzedniego dnia informowali o wygranym przetargu na budowę mostu, ktoś z tyłu szepnął do mnie: „Niech pan tego nie robi”. Po dogrywce usłyszałem: „Pracuję w jednym z Mostostali. Też chcieliśmy budować ten most. Ale Espebepe nas przebiło. Dowiedzieliśmy się, jaką zaproponowali cenę. Tego nie da się za tyle zbudować”.


Nauczyłem się wówczas bardzo wiele. Po pierwsze, spółka giełdowa może być źle zarządzana. Banalne, prawda? Po drugie, w branżach kontraktowych, takich jak budownictwo lub informatyka, do końca nie wiemy, czy realizowany kontrakt jest dochodowy, czy nie. Pojawia się ryzyko zmienności wyników, a to bardzo utrudnia jakiekolwiek prognozy. Nawet jeżeli zarząd informuje o portfelu zamówień, to nie informuje o rentowności, opóźnieniach, karach umownych oraz braku płatności. Również banalne.

Pozostało 90% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.