Odwołanie planowanego na wczoraj spotkania ministrów finansów strefy euro w sprawie przyznania Grecji drugiego, wartego 130 mld euro bailoutu to już czwarty taki przypadek w tym miesiącu. W Eurolandzie dojrzewa przekonanie, że Atenom po prostu należy pozwolić zbankrutować.
Grecy nie wywiązali się bowiem z kilku warunków stawianych im w zamian za otrzymanie pakietu pomocowego. Na przykład koalicyjny rząd Lukasa Papadimosa nie przedstawił planu dodatkowego zmniejszenia wydatków tak, aby ograniczyć tegoroczny deficyt budżetowy. Chodzi o oszczędniości rzędu 325 mln euro. Eurogrupa domaga się też pisemnego zobowiązania trzech partii tworzących koalicję, że będą realizować przyjęty w nocy z niedzieli na poniedziałek przez parlament pakiet oszczędnościowy.
Do wczoraj taki list podpisało jednak dwóch z trzech liderów. Dlatego decyzja o kolejnym przesunięciu spotkania wywołała irytację w Atenach. – Pozostało nam raptem kilka kwestii, które uzgodnilibyśmy w pełni przed wieczornym rozpoczęciem konferencji Eurogrupy – mówił minister finansów Ewangelos Wenizelos. – Niektórzy ludzie za granicą igrają z ogniem – dodał. – Nie jestem przekonany, czy wszystkie partie w Grecji zdają sobie sprawę z rozmiarów odpowiedzialności – replikował jego niemiecki odpowiednik Wolfgang Schaeuble.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.