Rekordowa sprzedaż państwowych spółek, jaką może pochwalić się minister Aleksander Grad, daje budżetowi gigantyczne wpływy. Ale co będzie, gdy wyczerpie się lista państwowych przedsiębiorstw?
Polskie doświadczenia ostatnich 20 lat wskazują na rzecz paradoksalną: można szybko prywatyzować tylko w kryzysie, gdy i wyceny gorsze, i mniejsza liczba chętnych do kupna akcji.
Rząd Tuska, trzeba to uczciwie powiedzieć, zdecydowanie przyspieszył prywatyzację. W tym roku otrze się o rekord dzierżony przez ministra skarbu Emila Wąsacza, który w 2000 roku zebrał do budżetu 27,2 mld zł. Tyle że wtedy udało się to dzięki jednej transakcji – sprzedaży kontrolnego pakietu TP SA. Obecny minister skarbu Aleksander Grad może pochwalić się sprzedażą akcji wielu firm: PGE, Tauronu, GPW. Co ważniejsze, w końcu przyspieszył pozbywanie się małych zakładów, których długie pozostawanie w rękach państwa jest dla mnie wielką zagadką, np. producenta majonezu czy zapałek. Czy w tym ostatnim przypadku chodziło o bezpieczeństwo energetyczne? Grad pozbywa się też licznych resztówek, które często stanowiły miejsce synekur politycznych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.