Ech, kiedyś to były czasy, pamiętacie, koledzy? Kto z nas nie słyszał tego smędzenia zgrzybiałych starców wspominających czasy odległej młodości sprzed – powiedzmy – 15 lat? Bo kiedyś, proszę państwa, to było tak, że czekało się z napięciem na każdy kolejny projekt budżetu państwa. Później, kiedy obligatoryjnie był on już wyposażany w tak zwaną trzylatkę, gdzie szkicowany był zarys prognoz w średnim horyzoncie, napięcie jeszcze rosło. Wyobrażacie to sobie? Się czekało. I rosło.
A kiedy już zniewoleni zostaliśmy przez Brukselę i zmuszeni do spowiadania się rokrocznie, co rząd szykuje w polityce gospodarczej na cztery najbliższe lata, czekaliśmy z niekłamanym zainteresowaniem na każdą kolejną odsłonę Aktualizacji Programu Konwergencji. Bo my – tubylcy i żyjący z nas obcy kapitał spekulacyjny, zwany dla niepoznaki inwestorami portfelowymi – też chcieliśmy wiedzieć, jak ma być według rządu. To było ważne. A niepisana umowa była taka, że w zeznaniach przed Brukselą podkolorować coś się owszem zdarza, ale sens i spójność w tym rządowym przekazie muszą być jednak niepodważalne. Niewiarygodne, prawda? Aktualizacja Programu Konwergencji była kiedyś nieocenionym źródłem informacji o zamiarach rządu i finansowym bilansie tychże. Była więc czytana, omawiana, krytykowana, broniona i atakowana. Bez surowych napomnień, że może to wpłynąć na rating Polski.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
