- To, że nasz główny akcjonariusz jest państwowy, daje poczucie bezpieczeństwa. Taki właściciel nie wycofa się tak łatwo jak prywatny bank z zagranicy - uważa Stanisław Kluza, p.o. prezes Banku Ochrony Środowiska.
Oczywistą intencją zarządu jest dążenie do poprawy efektywności finansowej banku. Strata w I kwartale w znacznej mierze była następstwem podatku bankowego: za luty i marzec zapłaciliśmy 9,6 mln zł. Od II kwartału już go nie płacimy, ponieważ bank realizuje program naprawczy. Przewiduje on m.in. ograniczenie kosztów – zarówno osobowych, jak i rzeczowych. Koszty centrali są zbyt wysokie w stosunku do skali naszego biznesu.
Decyzji w tej sprawie nie będzie podejmował samodzielnie zarząd czy prezes, a liderzy poszczególnych zespołów, czyli dyrektorzy. To oni muszą uzyskać pewne oszczędności, ale mają też sporą elastyczność w zakresie dostępnych środków. Mogą skorzystać z mechanizmu zwolnień, ale mogą też dokonywać ograniczeń w wymiarze pracy albo w wysokości wynagrodzeń.
Współczynnik kosztów do dochodów mamy dziś na bardzo wysokim poziomie (w 2015 r. było to ponad 80 proc. – red.). W perspektywie dwóch, trzech lat powinien on zostać obniżony mniej więcej o połowę. To może się dokonać albo przez zmniejszanie kosztów, albo w drodze zwiększania dochodów. W jednym i drugim obszarze potencjał jest porównywalny.
Gdy mówię o kosztach, mam na myśli nie tylko wydatki osobowe czy rzeczowe, ale też np. koszty pozyskiwania pasywów. Kilka dni temu informowaliśmy o spłacie obligacji o wartości 250 mln euro, które były dla banku sporym obciążeniem – odsetki od nich kosztowały nas ok. 60 mln zł rocznie. Obecnie warunki na rynku są takie, że pozyskując depozyty, jesteśmy w stanie zmniejszyć te koszty o ponad połowę. Efekty będzie widać już w wynikach II kwartału. Przy okazji potwierdziliśmy, że zaufanie do banku, zarówno ze strony podmiotów instytucjonalnych, jak i klientów indywidualnych, jest na tyle wysokie, że potrzebną kwotę – a było to w przeliczeniu ponad miliard złotych – jesteśmy w stanie zebrać w stosunkowo krótkim czasie.
Zainteresowaniem cieszy się również prowadzona przez nas emisja akcji. Ona będzie potwierdzeniem stabilności banku. Na naszą korzyść przemawia także nasz główny właściciel – stabilna instytucja, która zadeklarowała już, że nie ma zamiaru ograniczać swojej obecności w akcjonariacie BOŚ. Poza tym jest to polski właściciel, a coraz częściej klienci banków patrzą na źródło ich kapitałów. Wydaje się, że w przyszłości będzie miało to coraz większe znaczenie. Istotne jest bowiem to, czy decyzje podejmowane są na miejscu, czy konsultowane są gdzieś poza krajem.
Moim zdaniem to, że nasz główny akcjonariusz jest państwowy, rodzi raczej poczucie bezpieczeństwa. Jest to swego rodzaju element gwarancji. Państwowy właściciel nie wycofa się tak łatwo jak prywatny bank z zagranicy.
Celem banku jest pozyskanie środków z emisji do końca tego półrocza. Emisja musi być przeprowadzona szybko, dlatego zdecydowaliśmy, że będzie miała charakter prywatny. Ale jednocześnie chcemy, by zachowała kryteria przejrzystości i otwartości, tak żeby równo potraktować wszystkich akcjonariuszy. Dlatego, przy uwzględnieniu ograniczeń prawnych, naszym akcjonariuszom, którzy zechcą wziąć udział w emisji, chcemy zagwarantować taki przydział akcji, żeby zachowali dotychczasowy udział w kapitale. Ponadto zależy nam na tym, by cena emisyjna była zbliżona do obecnej ceny akcji BOŚ na giełdzie.
Spotkania z inwestorami zaczną się po akceptacji rady nadzorczej. Jej najbliższe posiedzenie jest zaplanowane na ten tydzień. Na razie jesteśmy na etapie przygotowań, wybraliśmy m.in. doradcę finansowego. Jest nim firma Rothschild, która ma duże doświadczenie w tego typu projektach.
Odpowiedź można rozpatrywać w dwóch płaszczyznach: makro i mikro.
Jeśli chodzi o tę pierwszą, to nie ulega wątpliwości, że w sektorze bankowym na całym świecie dochodzi do procesów konsolidacyjnych. Sprzyjają temu nowe regulacje. Miały one zwiększać stabilność i zapobiegać powstawaniu instytucji zbyt dużych, by upaść, ale w rzeczywistości działają zupełnie odwrotnie. Regulacje te są takie same dla małych i dużych banków. Lepiej być więc większym, bo wtedy koszty regulacji są proporcjonalnie mniejsze. Jednostkowy koszt regulacji spada wraz z wielkością.
Nie. Mówię tylko, że warunki funkcjonowania są trudniejsze. Tego samego doświadczają np. banki spółdzielcze. Ale z drugiej strony takie podmioty jak my czy banki spółdzielcze mają bardzo duży walor antycykliczny. U nas nie dojdzie do tego, że z powodu decyzji właściciela wywołanej problemami, np. na jego rodzimym rynku, ograniczona zostanie akcja kredytowa w Polsce.
BOŚ, choć ma charakter uniwersalny, jest bankiem wyspecjalizowanym w obszarze projektów ekologicznych. I tu mamy bardzo dużą przewagę konkurencyjną nad resztą rynku.
Projekty ekologiczne to nie tylko kwestia biznesplanu. Tu ważne jest również rozumienie technologii, a my o niej dużo wiemy. Możemy też liczyć na wsparcie głównego właściciela. W obszarze inwestycji ekologicznych duże znaczenie mają również aspekt prawny oraz elastyczność banku w zakresie dopasowania produktów proekologicznych do potrzeb klientów. Konkurentom nie będzie więc łatwo się z nami zrównać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu