- Przywódcy największych partii politycznych zamiast konkretnych recept na walkę z kryzysem proponują wyborcom rozwiązania problemów marginalnych dla polskiej gospodarki - pisze Marcin Piasecki.
Szanowni państwo. Tym sposobem, niemal dokładnie w trzecią rocznicę jego eskalacji, szczęśliwie dotarliśmy do końca kryzysu. Co prawda jeszcze dzisiaj i w dniach najbliższych mogą wystąpić pewne perturbacje – być może ktoś będzie sądził, że strefa euro naprawdę jest na progu rozpadu, że światowej gospodarce istotnie grozi ostre hamowanie, a giełdy i rynek walutowy jeszcze sobie poszaleją.
Nic z tego. Mamy koniec kryzysu. Przynajmniej w ten sposób można zrozumieć to, co politycy największych partii politycznych opowiadali w piątek i sobotę. Zaczęło się w Krynicy od PiS i dyskusji podatkowej. Uff, byłem, widziałem, jak olbrzymie zainteresowanie publiczności po parunastu minutach wyparowało bez śladu. Można podejrzewać, że dosyć wymagające krynickie audytorium oczekiwało na przykład ogłoszenia jakiejś strategii fiskalnej na mniej różowe czasy i dla polskiej gospodarki, i dla finansów publicznych na całym świecie, kiedy zaufanie rynków do stanu kasy kolejnych państw sypie się jak domek z kart.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.