Skuteczność rozpoczynającej obecnie kadencję RPP może być ograniczona. I to nie z jej winy.
Pojutrze kończą się kadencje dwóch prezydenckich członków Rady Polityki Pieniężnej: Adama Glapińskiego i Andrzeja Kaźmierczaka. W ten sposób rada trzeciej kadencji niemal zakończy swoją działalność. Niemal, bo prezes NBP Marek Belka – przewodniczący rady – zakończy urzędowanie 11 czerwca, a „prezydencki” Jerzy Osiatyński odejdzie z RPP dopiero w grudniu 2019 r.
Do tej pory nie poznaliśmy jeszcze decyzji prezydenta w sprawie nowych członków RPP. W przyszłym tygodniu ostatni wakat w radzie zapełni też Sejm – największe szanse ma kandydat PiS poseł Jerzy Żyżyński.
Pierwsze zadanie, jakie stanie przed nową radą, to przekonanie tzw. otoczenia rynkowego, że nie będzie ona wykonawcą poleceń z kancelarii premiera. Jej relacje z rządem będą pod baczną obserwacją przez najbliższe tygodnie.
– Od tego, jak będzie działać nowa rada, kto zostanie prezesem NBP, zależy na przykład nasz rating – przynajmniej ten od Standard & Poor’s. Agencja wyraźnie sprecyzowała czynniki, które mogą wpłynąć na dalsze obniżenie oceny wiarygodności kredytowej. Zagrożenie dla niezależności banku centralnego jest tam wymienione. Źle mogłyby zostać odebrane wybór prezesa kojarzonego politycznie z obozem rządzącym albo zmiana kierunku polityki pieniężnej uwarunkowana oczekiwaniami politycznymi – twierdzi Mateusz Sutowicz, ekonomista z Banku Millennium.
- Kropiwnicki: Nie warto się spieszyć ze zmianą stóp
- Banki znalazły sposób na obejście podatku PiS. Kredyt bezpośrednio z centrali
- Wprowadzenie ustawy frankowej i podatku bankowego? To może grozić upadłością kilku banków
- Belka: Kredyty frankowe to "demon" systemu bankowego
- Ranking lokat terminowych. Sprawdź, gdzie zarobisz najwięcej
Sprawy nie ułatwia to, że nowo wybrane osoby nie są jeszcze rozpoznawalne przez uczestników rynku. Na razie starają się podkreślić swoją niezależność. Sygnały płynące z nowej rady są ważne, bo eksperci zdają sobie sprawę, że pokusa, aby obniżać stopy procentowe, jest silna. Mamy utrzymującą się deflację. W styczniu ceny były o 0,7 proc. niższe niż rok wcześniej. Ich spadek trwa już od lipca 2014 r.
Obniżając stopy w tym momencie, RPP popełniłaby jednak błąd. Bo, jak wskazują ekonomiści, deflacja to efekt spadających cen surowców na świecie. Zmiana stóp procentowych w Polsce niczego tu nie zmieni. Jakub Rybacki z ING Banku Śląskiego zwraca przy tym uwagę, że polityka gospodarcza rządu będzie w jakiś sposób pobudzać inflację – choćby wypłata dodatków na dzieci, która powinna zwiększyć konsumpcję.
– Efekty może nie będą wyraźnie widoczne już w tym roku, inflacja w Polsce nie wyjdzie poza tendencje w gospodarkach światowych, czyli nadal będzie niska. Ale za jakiś czas – w perspektywie dwóch lat – może trzeba będzie zacząć podwyższać stopy. Tym bardziej że banki centralne w gospodarkach rozwiniętych też staną w obliczu tzw. normalizacji polityki pieniężnej, podobnie jak czyni to już amerykański Fed – ocenia ekonomista ING BSK. Jeśli teraz rada obniżyłaby stopy, to dostosowanie ich w przyszłości (czyli podwyżka w odpowiedzi na wzrost inflacji) musiałoby być mocniejsze.
Obniżanie stóp miałoby też jeszcze kilka innych negatywnych skutków: zmniejszyłoby przychody odsetkowe banków. Według Mateusza Sutowicza to oznacza kłopoty dla mniejszych instytucji, zwłaszcza spółdzielczych.
Kolejny minus to spadek oprocentowania depozytów. – Zbliżamy się do poziomu, w którym oprocentowanie depozytów jest tak niskie, że klienci mogą zacząć przesuwać swój kapitał z lokat w stronę bardziej ryzykownych form inwestowania o wyższych stopach zwrotu. To może powodować podwyższoną zmienność poziomu oszczędności w gospodarce – mówi Jakub Rybacki.
Z drugiej strony, obniżając stopy, RPP mogłaby zniwelować wzrost marż na nowo udzielanych kredytach. Bo w ten sposób banki reagują na zwiększanie obciążeń, m.in. na nowo wprowadzony podatek bankowy.
Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt: bankowi centralnemu może być coraz trudniej wpływać na politykę banków za pomocą stopy procentowej. Powód: podatek bankowy. Bony pieniężne NBP – za pomocą których bank centralny absorbuje płynność w bankach komercyjnych (co może mieć wpływ na dostępność pieniądza na rynku międzybankowym) – są opodatkowane i mogą przegrywać konkurencję z krótkoterminowymi papierami skarbowymi, od których podatku się nie płaci.
Dodatkowy czynnik ryzyka to projekt przewalutowania kredytów walutowych. Wprowadzenie go w życie mogłoby spowodować tzw. delewarowanie sektora. W takiej sytuacji poziom stóp procentowych nie miałby znaczenia dla banków – i tak stroniłyby od udzielania kredytów.
Relacje nowej rady z rządem będą teraz bacznie obserwowane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu