Miłosz: Upadek mitu WSI, czyli bardziej o nielocie niż cabinet noir

Maciej Miłosz
Maciej MiłoszMedia / mat. prasowe
7 maja 2019

Wojskowe Służby Informacyjne w III RP są synonimem spisku i zła. Jako instytucja miały wyrwać się spod kontroli państwa. Do tego były siedliskiem funkcjonariuszy z rodowodem w PRL. Mówiono o nich jako organizacji – spadochronie dla funkcjonariuszy dawnych: Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiad) i II Zarządu Sztabu Generalnego (wywiad wojskowy). I faktycznie, zdecydowana większość ludzi przyjętych do WSI w momencie powstania w 1991 r. miała za sobą karierę w komunistycznych służbach przed upadkiem komunizmu. Dla jej opisu funkcjonowało także określenie „długie ramię Moskwy”, które było tytułem książki historyka Sławomira Cenckiewicza. Publikacja dotyczyła wywiadu wojskowego w latach 1943–1991. Dziś chyba najbardziej znanym przedstawicielem tej służby jest generał Marek Dukaczewski, który był przez kilka lat, w czasach gdy rządziła koalicja SLD-PSL, jej szefem.

Po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, w 2006 r. większość sejmowa zagłosowała za rozwiązaniem WSI. Decyzję taką poparła również Platforma Obywatelska, choć inne zdanie miał późniejszy prezydent Bronisław Komorowski. WSI była założona w III RP hybrydą, w której ważne role odgrywali funkcjonariusze biorący udział w słynnym paleniu teczek u schyłku PRL, i gdzie rzemiosła uczyli się ludzie, którzy ze służbami PRL nie mieli nic wspólnego.

Pozostało 90% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.