Uważam się za Europejczyka nie tylko w oczywistym sensie geograficznym, lecz także w głębokim znaczeniu kulturowym.
Postawę tę rozumiem jako szacunek dla europejskiego, wspólnie tworzonego przez wieki kanonu cywilizacyjnego, jako trudne do wyrażenia poczucie wspólnoty duchowej z mieszkańcami naszego kontynentu, wreszcie – najważniejsze – jako chęć i gotowość do działania na rzecz stworzenia w przyszłości prawdziwie wspólnej Europy.
Przed dekadą, kiedy zaangażowany byłem w akcję na rzecz referendalnego zwycięstwa w sprawie naszej akcesji do Unii, takie wyznanie europejskości nie było bohaterstwem. Znacząca większość racjonalnie myślących Polaków nie miała wtedy wątpliwości, jakiego dokonać wyboru. Dzisiaj stwierdzam z niepokojem, że nawet niektórzy z nich zaczynają mieć wątpliwości co do czekających nas konsekwencji tej decyzji. I nie jest pociechą, że to kłopoty strefy euro i ogólny pesymizm gospodarczy, a nie nasza własna unijna rzeczywistość są głównymi przyczynami rosnącego sceptycyzmu. Tak czy inaczej mam dzisiaj chęć powtórzyć, mocniej niż kiedykolwiek przedtem, że wspólna Europa to cywilizacyjny megaprojekt, który nie może się nam nie udać.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.