Pierwszy tekst o bitcoinie napisałem bodaj w 2011 r. Jedna z plotek głosiła wówczas, że za aliasem twórcy waluty – Satoshiego Nakamoto – kryje się genialny ekonomista-noblista John F. Nash. Ten sam, którego w „Pięknym umyśle” zagrał Russell Crowe.
Tak się złożyło, że krótko potem siedziałem kilka krzeseł od Nasha na utrzymanym w dość nieformalnej atmosferze zjeździe ekonomistów w niemieckim Lindau. Potem były nawet tańce, w których sędziwy noblista aktywnie się udzielał. Nash zmarł kilka lat później, ale już wtedy, gdy miałem okazję obserwować go na żywo, nie wyglądał na kogoś, kto wieczorami siada do tajnego superkomputera i rozwija nikczemny plan stworzenia globalnej kryptowaluty, która podważy oficjalny kontrolowany przez światowe rządy obieg monetarny. Koniec końców nie odważyłem się zapytać, czy jest Satoshim Nakamoto. Ani nawet, co sądzi o kryptowalutach. I szczerze mówiąc, do dziś nie mam jasności na temat kryptowalut.
Może dlatego uważnie gromadzę wszelkie głosy pojawiające się w dyskusji o bitcoinie i jego następcach. Ostatnio weszły one na kolejny nowy poziom. Dziś mówi się o walutach takich jak tether, basis czy sagacoin. W przeciwieństwie do ich buntowniczego dziadunia bitcoina nie stoi za nimi nawet cień anarchistycznego pazura. Nowe kryptowaluty to działające oficjalnie start-upy, których celem jest podbój nowego perspektywicznego rynku i osiągnięcie zysku. Hipisowski bitcoin był kursowo rozszalały. Grzeczne „kryptownuki” obiecują zaś użytkownikowi pewność stabilność, dlatego wiążą swoje waluty z dolarem, euro lub koszykiem innych walut. W ten sposób chcą osiągnąć to, czego bitcoinowi nigdy osiągnąć się nie uda. Zamierzają wejść do powszechnego obiegu. Stać się alternatywnym środkiem płatniczym na szeroką skalę. Nie tylko dla mniejszej lub większej garstki komputerowych geeków lub osób pragnących zachować anonimowość swoich transakcji w sieci.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.