Sala konferencyjna, przy okrągłym stole grono ludzi – głównie mężczyzn – w dobrze skrojonych garniturach. Jeden z nich coś referuje, reszta sprawia wrażenie śmiertelnie znudzonych. Ukradkiem zerkają na drogie (i bardzo drogie) zegarki. Referent mówi z zaangażowaniem, niemal emfazą. Przekonuje. Przestrzega. Niemal krzyczy. Odpowiadają mu bezgranicznie puste spojrzenia. Po kilku minutach zrezygnowany, kończy i zagaduje zgromadzonych: czy mają jakieś pytania. – Tak – jeden z nich podnosi rękę. – Kiedy będzie obiad?
To nie szkolenie bhp. Tak wciąż jeszcze wyglądają spotkania rad nadzorczych w niektórych polskich firmach. I wciąż zdarza się, że ich członkowie nie rozróżniają wyniku rachunkowego od bilansu, a przy wyrażeniach typu EBITDA wpadają w panikę. Dobra wiadomość jest taka, że jest ich coraz mniej, bo kasta nadzorcza nieubłaganie się profesjonalizuje. W miarę upływu lat coraz mniej też będzie przybywać smakowitych anegdotek i tych historii opowiadanych ściszonym głosem, które akcjonariuszom spółek – gdyby je znali – niechybnie jeżyłyby włosy na głowie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.