"Jeśli chodzi o nasz udział w specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, to bierzemy tam udział. Nie ukrywamy tego. Ale nikogo nie zabijamy. Nie wysyłamy nigdzie swoich wojskowych" - oświadczył Łukaszenka. Zapewnił, że Mińsk "nie narusza swoich zobowiązań" i że udział Białorusi "polega na tym, by nie dopuścić do rozszerzenia się tego konfliktu na terytorium".

Łukaszenka tym samym po raz pierwszy publicznie przyznał, że Białoruś bierze udział w "specjalnej operacji wojskowej" i użył tego wymyślonego przez władze Rosji eufemizmu, by nie używać słowa "wojna" - zauważa niezależna białoruska gazeta "Nasza Niwa".

Reklama

Łukaszenka oskarżył przy tym Ukrainę o "prowokacje" na granicy z Białorusią. Zagroził też eskalacją konfliktu. "W najbliższym czasie nie trzeba oczekiwać osłabienia napięć. Przeciwnie, Rosja wzmocni wysiłki w specjalnej operacji wojskowej" - oświadczył.

Powtórzył, że na Białorusi "nie ma konieczności ogłaszania mobilizacji", co deklarował także po ogłoszeniu w Rosji 21 września mobilizacji na wojnę z Ukrainą. Nawiązał przy tym do problemów podczas rosyjskiej mobilizacji i zapowiedział, że jego kraj zacznie sprawdzać aktualność wykazów osób podlegających obowiązkowi służby wojskowej. "Stale szkoliliśmy naszych rezerwistów i wojska obrony terytorialnej i będziemy ich szkolić" - zapowiedział. (PAP)

kum/ tebe/