Reklama

Haniebny licznik kar za Turów i za Izbę Dyscyplinarna bije. Czas najwyższy ten licznik zatrzymać. Mówimy o setkach milionów euro i braku odpowiedzialności" – oświadczył we wtorek Krzysztof Gawkowski na konferencji prasowej w Sejmie. "Morawiecki, Kaczyński, Ziobro to osoby, które odpowiadają za te kary. Brak porozumienia to oczekiwanie, że bardziej pokłócimy się z Brukselą" - dodał, odnosząc się do zapowiedzi PiS i rządu, że Polska podejmie działania, by uniknąć płacenia kar.

"PiS doprowadziło do sytuacji, w której sprawa Turowa nie jest już tylko konfliktem i sporem regionalnym. To nie jest spór między dwoma państwami, to jak w pigułce obraz władzy PiS, który za wszelką cenę stara się doprowadzić do wielu konfliktów, nie mając pomysłu na rozwiązania" – mówił. Dodał, że kary nałożone przez TSUE "wcześniej czy później trzeba będzie zapłacić", a zapłacą je "wszyscy Polacy ze swoich portfeli".

Anita Sowińska podkreśliła, że "licznik pokazuje już 60 milionów euro – o 15 mln euro więcej niż chcieli Czesi jeszcze rok temu w ramach odszkodowania za szkody środowiskowe". "To ogromna ilość pieniędzy, ale największą cenę zapłacą pracownicy kopalni i elektrowni Turów, a także ich rodziny. Z każdym dniem zwiększa się ryzyko, że stracą pracę, nie będą mogli utrzymać swoich rodzin" – powiedziała.

Według posłanki rząd powinien "zaproponować tym ludziom sprawiedliwą transformację całego regionu, która obejmowałaby nie odejście od węgla i zastąpienie go innymi źródłami, ale również transformację transportową, przemysłową, usługową, przyrodniczą, turystyczną". "Czesi powiedzieli, że odejdą od węgla do roku 2033. Lewica mówi jasno: chcemy odejść od węgla najpóźniej do 2035 roku. Akurat w regionie turoszowskim są ku temu bardzo dobre warunki, można tam utworzyć elektrownię szczytowo-pompową" – argumentowała. Dodała, że "transformacja powinna mieć charakter ponadregionalny, i łączyć Polskę, Czechy i Niemcy".

Na wtorek na godz. 16zaplanowano wznowienie – po ponad dwóch miesiącach – polsko-czeskich rozmów w sprawie kopalni węgla brunatnego i elektrowni Turów. Negocjacje rozpoczęły się w czerwcu 2021 r., zostały przerwane 30 września, a 5 listopada wznowione, kiedy do Pragi pojechała nowa szefowa resortu klimatu i środowiska Anna Moskwa. Po tej wizycie spotkania nie były jednak kontynuowane. Przedstawiciele resortu klimatu i środowiska wielokrotnie deklarowali, że Polsce zależy na polubownym rozwiązaniu sporu z Czechami. W ubiegłym tygodniu minister środowiska w nowym czeskim rządzie Anna Hubáčková zadeklarowała gotowość przedstawienia Polsce propozycji podpisania umowy o Turowie lub jej ostatecznego przedyskutowania.

W lutym ub. r. Czechy wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skargę przeciwko Polsce w sprawie rozbudowy kopalni Turów. Zażądały jednocześnie zastosowania środka tymczasowego w postaci nakazu wstrzymania wydobycia. Strona czeska argumentowała, że rozbudowa kopalni zagraża dostępowi mieszkańców Liberca do wody; skarżą się oni także na hałas i pył związany z eksploatacją węgla brunatnego. Czechy wskazały też, że Polska, przedłużając koncesje na wydobycie węgla brunatnego w Turowie, naruszyła unijne przepisy.

Polski rząd do nakazu wstrzymania wydobycia się nie zastosował. 20 września ub.r. TSUE nałożył na Polskę karę 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środka tymczasowego i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni. Polski rząd deklaruje, że płacić kary nie zamierza. Opinia rzecznika generalnego Trybunału ws. polsko-czeskiego sporu ws. Turowa ma zostać ogłoszona 3 lutego.

13 stycznia Komisja Europejska poinformowała, że wysłała do Polski dwa wezwania do zapłaty kar dotyczących kopalni Turów i jak dotąd nie otrzymała pieniędzy. Rzecznik KE Balazs Ujvari przekazał, że zgodnie z procedurą, jeśli nie otrzyma pieniędzy, potrąci środki z funduszy należnych z budżetu UE.

Rzecznik rządu Piotr Müller zadeklarował podjęcie "wszelkich środków prawnych", aby kar za Turów nie płacić. Müller ocenił, że potrącenie przez KE kar unijnych środków dla Polski byłoby nielegalne.

Polska nie otrzymała też dotychczas środków z unijnego Funduszu Odbudowy, ponieważ Komisja Europejska nie zaakceptowała Krajowego Planu Odbudowy, opisującego sposób spożytkowania tych pieniędzy w kraju. Sporne w relacji z KE są kwestie zmian w wymiarze sprawiedliwości, w tym odpowiedzialności dyscyplinarnej w sądownictwie - KE domaga się likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.(PAP)

autor: Jakub Borowski