Temat likwidacji zmiany czasu w Polsce wraca przy każdej korekcie wskazówek zegara. Choć większość Polaków opowiada się za rezygnacją z tego procederu, rewolucji na razie nie będzie. Zgodnie z obowiązującym prawem, zegarki będziemy przestawiać co najmniej do końca 2026 roku. Dlaczego unijne plany utknęły w miejscu i co czeka nas w najbliższych latach? Oto szczegóły.
Dyskusja nad zniesieniem dwukrotnej zmiany czasu w ciągu roku trwa w Europie od lat. Wprowadzone pierwotnie ze względów oszczędnościowych rozwiązanie dziś budzi coraz większy opór społeczny. Badania opinii publicznej regularnie pokazują, że blisko 80 proc. dorosłych Polaków chce rezygnacji z przestawiania zegarków. Zmiana rytmu dobowego negatywnie wpływa na nasze zdrowie, a korzyści ekonomiczne są dziś marginalne.
Dlaczego więc wciąż nie zrezygnowaliśmy z tego systemu?
Kwestię tę w naszym kraju reguluje krajowe prawo. Obecnie jest to Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 4 marca 2022 roku w sprawie wprowadzenia i odwołania czasu letniego środkowoeuropejskiego. Dokument ten precyzyjnie określa konkretne daty zmian, ale tylko w pięcioletnim horyzoncie czasowym - na lata 2022-2026. Zgodnie z tym rozporządzeniem, ostatnia oficjalnie zaplanowana zmiana czasu w Polsce nastąpi w nocy z 24 na 25 października 2026 roku. Wtedy cofniemy wskazówki z godziny 3:00 na 2:00, przechodząc na czas zimowy. Koniec obowiązywania rozporządzenia z końcem 2026 roku nie oznacza jednak automatycznego zniesienia zmiany czasu w 2027 roku.
Dlaczego reforma w Unii Europejskiej została zamrożona?
W 2019 roku Parlament Europejski poparł projekt likwidacji zmiany czasu, a państwa członkowskie miały czas na podjęcie decyzji, przy którym czasie (letnim czy zimowym) chcą pozostać na stałe. Prace legislacyjne zostały jednak przerwane przez dwa kryzysy o skali globalnej:
- Pandemię COVID-19 - która całkowicie zmieniła priorytety polityczne i gospodarcze Wspólnoty.
- Kryzys energetyczny i wojnę w Ukrainie - które zmusiły rządy do skupienia się na bezpieczeństwie energetycznym.
Od tamtej pory temat nie wrócił na agendę Rady Unii Europejskiej. Co ważne, Komisja Europejska przygotowała już wstępny harmonogram techniczny dotyczący zmian czasu na kolejne lata (aż do 2031 roku). To sygnał, że urzędnicy w Brukseli przygotowują się na scenariusz, w którym procedury te będą kontynuowane.
Co stanie się po 2026 roku? Scenariusze dla Polski
Polska nie może samodzielnie zrezygnować ze zmiany czasu bez porozumienia z sąsiadami. Wyłamanie się z unijnego systemu doprowadziłoby do ogromnego chaosu w transporcie międzynarodowym (lotniczym i kolejowym), systemach bankowych oraz w handlu. Jeśli do jesieni 2026 roku Unia Europejska nie wypracuje wspólnego i jednomyślnego stanowiska, polski rząd będzie musiał przyjąć nowe rozporządzenie na lata 2027-2031. W takim scenariuszu zegarki będziemy przestawiać przez kolejnych kilka lat.
Czas letni czy zimowy - co wybraliby Polacy?
Gdyby ostatecznie doszło do likwidacji zmiany czasu, preferencje w naszym kraju są jasne. Z sondaży przeprowadzanych na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że większość Polaków opowiada się za całorocznym czasem letnim. Pozostanie przy czasie letnim oznaczałoby, że zimą słońce wschodziłoby później (w Warszawie około godziny 8:45, a w Szczecinie dopiero po 9:15), ale w zamian zyskalibyśmy dłuższą, jasną godzinę popołudniu. Dla większości osób pracujących i uczących się to znacznie korzystniejszy wariant niż wschód słońca wczesnym rankiem, kiedy większość czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu