Sebastian M. usłyszał, że minister sprawiedliwości podpisał już dokumenty w jego sprawie. Choć oskarżonemu o spowodowanie tragedii na autostradzie A1 obiecywano wolność, zamiast otwarcia bram aresztu doszło do nagłego zwrotu. Prokuratura w Szczecinie właśnie przejęła akta dotyczące domniemanych nacisków i powoływania się na wpływy.
Tajemniczy głos w słuchawce. Sebastian M. ma znajomości w ministerstwie?
Podczas rutynowej rozmowy Sebastiana M. z matką (wrzesień 2025 r.), do rozmowy dołączył nieznany mężczyzna. Treść rozmowy wzbudziła zainteresowanie służb:
- rozmówca zapewniał, że "wszystkie formalności są dopięte",
- padły twierdzenia o zaangażowaniu osób z kręgów dyplomacji, kontaktach w Hamburgu i specjalnym locie dyplomaty z Warszawy,
- w rozmowie przewinęło się nazwisko ministra sprawiedliwości, a decyzja o wypuszczeniu M. miała być rzekomo "przesądzona".
Sąd reaguje, prokuratura zwleka
Mimo zapewnień tajemniczego rozmówcy, Sebastian M. nie opuścił celi. Dyrektor aresztu śledczego natychmiast przekazał nagranie do sądu, co z kolei skutkowało odebraniem oskarżonemu prawa do telefonów. Jak donoszą media, przez miesiące materiały "krążyły" między instytucjami bez konkretnych działań. Przełom nastąpił dopiero w kwietniu 2026 roku.
Jak donosi serwis o2.pl, po licznych interwencjach, sprawę domniemanych nacisków i powoływania się na wpływy przejęła Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Można mówić o pewnym zwrocie w sprawie Sebastiana M. Dlaczego akurat Szczecin przejął sprawę? Ustalenie właściwej prokuratury było trudne, ponieważ śledczy wciąż nie znają miejsca pobytu tajemniczego rozmówcy.
Tragiczna przeszłość i walka o sprawiedliwość w sądzie
Przypomnijmy: Sebastian M. został oskarżony o doprowadzenie do katastrofy na autostradzie A1 w 2023 roku. Jego BMW uderzyło w auto trzyosobowej rodziny z prędkością ponad 260 km/h. Martyna, Patryk oraz ich 5-letni syn Oliwier zginęli w płomieniach.
Sebastian M. od początku nie przyznawał się do winy. Po ucieczce z kraju i głośnej ekstradycji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich w maju 2025 roku, mężczyzna stanął przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Obecnie grozi mu jedynie 8 lat więzienia - kara, która w obliczu śmierci trzech osób, w tym kilkuletniego dziecka, postrzegana jest przez opinię społeczną jako niewspółmiernie łagodna względem skali tragedii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu