Reklama

W zeszłym roku nastąpiło przywrócenie stosunków dyplomatycznych pomiędzy USA a Kubą, co Krzysztof Hinz, długoletni korespondent PAP w Hawanie, ocenia, jako przełom w historii wyspy. Zmiany na Kubie są zauważalne od dekad, choć - jak mówił w czasie poświęconego książce "Kuba. Syndrom wyspy" spotkania - mogą nie postępować tak szybko, jak niektórzy sobie wyobrażają.

"Ja miałem wrażenie już w latach 90., że ten system musi upaść. Sam Fidel Castro zresztą tak myślał, gdy fala demokratyzacji rozlewała się po świecie coraz szerzej i docierała do Ameryki Łacińskiej. Ale tak się nie stało. Od tego czasu minęło wiele lat i dopiero teraz pojawiła się możliwość zmian. Coraz więcej turystów odwiedza Kubę i zmiany rzeczywiście zachodzą. Także w sensie gospodarczym. Ale nie uważam, żeby Kuba zmieniła się bardzo szybko. Castro nie chce wykorzystać tego, co proponował Obama w aspekcie gospodarczym, nie chciał też złagodzić represji politycznych. Na Kubie nadal dysydenci są prześladowani, choć może nie w tak dramatyczny sposób jak dawniej. Teraz najczęstsze są zatrzymania na 48 godzin, ale w ostatnim roku, kiedy można się było spodziewać pewnego rodzaju odwilży na Kubie, było ich więcej niż w poprzednich latach. Represje wobec opozycji raczej się nasiliły" - mówił Hinz.

Autor "Syndromu wyspy" spędził na Kubie wiele lat, najpierw jako dziennikarz, potem - jako dyplomata. W książce widać, że pokochał ten kraj, zżył się z Kubańczykami - serdecznymi, otwartymi ludźmi, którzy taniec i zabawę mają we krwi. W książce nie brakuje egzotycznych ciekawostek, jak sławna w swoim czasie krowa Białe Wymię, duma rewolucyjnych władz i bohaterka reportaży, która na początku lat 80. biła światowe rekordy produkcji mleka, a po śmierci została uczczona pomnikiem z marmuru. Fragmenty książki o niefrasobliwych kierowcach z latynoskim temperamentem, prosiakach hodowanych w środku Hawany w wannie, mogą budować obraz kraju, w którym ludzie umieją z radością przechodzić do porządku dziennego nad niedostatkiem.

Ale Hinz pisze też o okresach, w których polityka Castro doprowadzała kraj do zapaści i podkreśla, że nikt nigdy nie rozliczył zbrodni reżimu. Choć stosunek Kubańczyków do Fidela Castro jest, zdaniem Hinza, nieco inny niż stosunek poddanych do innych dyktatorów, jak na przykład rumuński Ceausescu - to mieszanina strachu i podziwu. "Kubańczycy odczuwają coś w rodzaju dumy z Fidela, że on zawsze potrafił tym Stanom Zjednoczonym, światowemu mocarstwu, postawić się, zrobić psikusa" - mówił pisarz.

Na Kubie nadal żyje się bardzo trudno, nadal obowiązuje system kartek na produkty żywnościowe. Średnia pensja wynosi obecnie około 20 dolarów, tyle co w latach 80. w Polsce. Hinz przypomniał jednak, że Kubańczycy porównują swoją obecną sytuację nie tyle z krajami rozwiniętymi, co z poprzednimi dekadami w swoim własnym kraju, kiedy przeciętna pensja wynosiła odpowiednik 5 dolarów. "W odróżnieniu od innych krajów latynoamerykańskich nikt na Kubie z głodu nie umiera i nie umierał nawet za rewolucji, natomiast ludzi niedożywionych jest bardzo wiele - to większość społeczeństwa" - mówił Hinz, dodając, że codzienna dieta Kubańczyków składa się głównie z ryżu i fasoli.

"Kuba na pewno będzie się zmieniała. Warto ją zobaczyć zanim rozprzestrzeni się tam znany nam z całego świata konsumpcjonizm, mcdonaldyzacja, zanim przyjadą tłumy turystów. Spotkałem się nawet z taką postawą, że ktoś żałował zachodzących na wyspie zmian, ubolewał, że przemija ten wspaniały, egzotyczny kubański świat. Ale nie można ludziom życzyć źle. Trudno kubańczykom życzyć, żeby reżim się utrzymał" - dodał Hinz.

Książka "Kuba. Syndrom wyspy" ukazała się nakładem wydawnictwa Dowody na Istnienie.(PAP)