Władze w Ankarze oskarżają Gulena o to, że stał za próbą zamachu stanu w Turcji. On sam zdecydowanie temu zaprzecza.

Żyjący na dobrowolnym wygnaniu w USA Gulen to niegdysiejszy sojusznik, a obecnie wróg numer 1 prezydenta Erdogana, który oskarża go o budowanie w instytucjach państwa, w tym w wojsku, "struktur równoległych" dążących do przejęcia władzy. Taką próbę - zdaniem Erdogana - miała w nocy z piątku na sobotę podjąć "klika" żołnierzy i oficerów będących zwolennikami Gulena.

"Stany Zjednoczone nie powinny trzymać terrorysty" - powiedział Erdogan.

Reklama

Amerykańskie władze oświadczyły w poniedziałek, że gdy wpłynie oficjalny wniosek, będzie on przeanalizowany. USA wezwały też do przedstawienia dowodów przeciwko kaznodziei.

Prezydent Turcji zaprzeczył jakoby próba puczu wojskowego była dla niego pretekstem do represji wobec opozycji.

Erdogan powtórzył, że jest gotów do przywrócenia kary śmierci w Turcji. Wymaga to jednak - jak zaznaczył - dokonania zmiany w konstytucji. "Jako prezydent zaakceptuję każdą decyzję parlamentu w tej sprawie" - podkreślił.

Przemawiając w niedzielę do tłumów zebranych w Stambule i domagających się kary śmierci dla puczystów, prezydent Erdogan powiedział: "Jako rząd i jako państwo znamy waszą prośbę i się w nią wsłuchujemy. Nie możemy zignorować takiej prośby".

Kara śmierci została w Turcji zniesiona 12 lat temu.

Przed jej przywróceniem ostrzegła w poniedziałek władze w Ankarze szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. "Żaden kraj nie wejdzie do Unii Europejskiej, jeśli wprowadzi karę śmierci" - powiedziała.

Rzecznik rządu Niemiec Steffen Seibert podkreślił, że przywrócenie kary śmierci w Turcji oznaczałoby koniec negocjacji o wstąpieniu tego kraju do UE.