Wróbel: Polityka historyczna czy tępienie Wałęsy

Jan Wróbel, publicysta, nauczyciel historii, współtwórca Bednarskiej Szkoły Realnej
Jan Wróbel, publicysta, nauczyciel historii, współtwórca Bednarskiej Szkoły RealnejDziennik Gazeta Prawna
19 lutego 2016

Sprawa piwnicznego archiwum Czesława Kiszczaka wybuchła niemal w tej samej chwili, w której Narodowa Rada Rozwoju krzyknęła „tak!” dla prezydenckiej wizji „polityki historycznej”.

Zestawienie wydarzeń uwypukla niejedyny z polskich paradoksów Anno Domini 2016 – najbardziej zaangażowana w ideę polityki historycznej siła polityczna jest akurat najbardziej skłonna do potępiania Lecha Wałęsy. Z jednej strony pragnienie ukazania rodakom i światu pozytywnego wizerunku Polaków dzielnych, mądrych i zasłużonych, z drugiej starania, by Wałęsa nie skojarzył się komuś aby z Polakiem dzielnym, mądrym i fajnym... Jakbyśmy tyle mieli szanowanych w świecie postaci, że możemy spokojnie jedną z nich skreślić.

Ciągnąca się za prezydentem sprawa „Bolka” nie decyduje o tym, że znaczna część prawej strony wiesza psy na byłym prezydencie. To spór z braćmi Kaczyńskimi pogrąża go w oczach obecnego obozu władzy. Był to spór, w którym Wałęsa chwytał się i chwyta od ponad 20 lat brzydkich słów. Od wielu lat z Wałęsą nie daje się w ogóle sensownie porozmawiać na jakikolwiek temat związany z oceną jego działalności politycznej, ego pożarło dawnego związkowca, jak smok wawelski owieczkę. Jednakowoż, jakkolwiek by oceniać powikłane relacje z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, jakkolwiek podejrzewać, że wpływały one na zachowania Wałęsy w wolnej Polsce, jakkolwiek oburzać by się na „psycholi” itp., nasz jedyny w dziejach laureat Pokojowej Nagrody Nobla pozostaje walorem, a nie obciążeniem „polityki historycznej”. Jednoczesne prowadzenie przez PiS promocji dobrej narracji o polskich dziejach oraz narracji o nic niewartym Wałęsie widzieliśmy już w latach 2005–2007. Jakby ktoś nie pamiętał, przypomnę, że rząd premiera Kaczyńskiego upadł w końcu pod ciężarem politycznego i aksjologicznego chaosu, który sam wprowadzał. Polityka historyczna, która ma utrwalić się w Polsce i poza Polską, musi opierać się na rozsądnej wizji stawiającej na podium i Okrągły Stół, i Lecha Wałęsę, i Władysława Bartoszewskiego, i Wisławę Szymborską. Inaczej nie będzie polityką historyczną, tylko polityką.

A że Wałęsa potraktuje ewentualne drugie miejsce na podium, za papieżem, jako osobisty afront, to zupełnie inna sprawa.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.