Skłóceni politycy i oligarchowie obniżyli temperaturę konfliktu o kontrolę nad Ukrainą oraz reguły gry w wielkim biznesie. Powód? Nie chcą dopuścić, aby na ich sporze skorzystała Rosja
Reklama
Prezydent Petro Poroszenko i zdymisjonowany w środę gubernator Dniepropetrowska Ihor Kołomojski usiłują wypracować nowe modus vivendi. W sobotę w Dniepropetrowsku odbył się wiec, na który z niepokojem czekali ukraińscy politycy. Manifestacja miała odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie Kołomojskiego będą eskalować konflikt – o którym pisaliśmy na początku marca – czy też zadeklarują przywiązanie do idei jedności narodowej.
Mityng potwierdził tę drugą wersję. – Przez jakiś czas będę nadal pracował w administracji, a gdy zobaczymy, że nowa władza kontroluje sytuację i ludzie są bezpieczni, odejdziemy – obiecywał dotychczasowy zastępca Kołomojskiego Swiatosław Olijnyk. – Gdyby w marcu 2014 r. Dniepropetrowsk nie wytrzymał, inne regiony południa i wschodu popadałyby niczym kostki domina – rewanżował się na wiecu doradca szefa MSW Anton Heraszczenko, utożsamiany z przeciwną niż Kołomojski stroną barykady. Kołomojski, nie cofając się przed współpracą z półświatkiem i zastraszaniem prorosyjskich działaczy, wyplenił nastroje separatystyczne w tym przyfrontowym obwodzie, rozciągając strefę stabilności także na rządzone przez bliskich mu ludzi Odessę i Zaporoże.

Reklama
Jednocześnie Poroszenko stara się podtrzymać wizerunek silnego człowieka. – Konieczna jest dezoligarchizacja kraju. My chcemy budować w kraju porządek, oni – chaos – zapowiadał w sobotnim wywiadzie dla kanału ICTV, należącego do skonfliktowanego z Kołomojskim oligarchy Wiktora Pinczuka. Wcześniej prezydent zapowiadał też kres epoki prywatnych armii (bataliony ochotnicze są stopniowo włączane w szeregi regularnego wojska) oraz ponowne podporządkowanie skarbowi państwa firm, w których ma on co najmniej 50 proc. akcji.
Oba postulaty były wymierzone w Kołomojskiego. Oligarcha nie tylko finansował m.in. batalion Dnipro-1, lecz także utrudniał wypłacanie państwu dywidendy przez Ukrnaftę, w której miał pakiet mniejszościowy. Parlament zmienił jednak przepisy, które odebrały mu możliwość blokowania takich decyzji. Kołomojski nie próżnował; jego ludzie w Radzie Najwyższej doprowadzili do powołania komisji mającej zbadać i odwrócić wyniki prywatyzacji z czasów Janukowycza, których beneficjentami byli inni oligarchowie. W Kijowie zinterpretowano to jako zamiar poszerzenia wpływów dniepropetrowskiego biznesmena.
Według mediów Kołomojski groził otoczeniu Poroszenki, że pójdzie na jego administrację z wiernymi mu żołnierzami Dnipro-1. Elementem szantażu Kijowa była też sugestia oligarchy, by zasiąść do rokowań z donieckimi separatystami. Politolodzy mówili o wariancie trzeciego Majdanu co najmniej od wyborów prezydenckich z maja 2014 r. Władze centralne deklarują, że nie spodziewają się kolejnego ludowego buntu, a wszelkie niepokoje nazywają inspirowanymi przez Rosję. Równocześnie starają się przejąć kontrolę nad batalionami ochotniczymi, by państwo odzyskało monopol na przemoc.
Jak mówili rozmówcy DGP, obawa o protesty nie wynika tylko z wojny na górze. Realny jest też scenariusz nieskoordynowanych wystąpień związanych z obniżeniem poziomu życia. Według Fundacji Inicjatywy Demokratyczne aż 84 proc. respondentów deklaruje pogorszenie stanu materialnego. Niemal połowa nie jest skłonna ponosić kosztów reform. Na początku 2014 r. zaległości płacowe w kraju wynosiły przy tym 753 mln hrywien. Rok później było to już ponad 2,4 mld hrywien (po obecnym kursie – 390 mln zł). Średnia pensja wzrosła w tym czasie o 28 proc., jednak waluta narodowa osłabiła się o ponad połowę.
– Uruchamiany jest plan B. Putin będzie próbował organizować bunty w Kijowie, Charkowie, Odessie, innych dużych miastach – mówił niedawno na antenie 5 Kanału lider parlamentarnej frakcji Bloku Poroszenki Jurij Łucenko. Służby specjalne wkalkulowały taki wariant. Ze względu na serię wybuchów bomb w Odessie już pod koniec lutego rozpoczęto operację wymierzoną w prorosyjskich dywersantów. Ochrzczono ją kryptonimem „Fala”. Tak samo za rządów Janukowycza określono plan pacyfikacji Majdanu.