Koniec paniki w USA: Dron nad Białym Domem był zabawką urzędnika

26 stycznia 2015

Dron, który znaleziono na terenie Białego Domu, był zabawką urzędnika państwowego. Mężczyzna, którego przesłuchał Secret Service, przyznał, że stracił kontrolę nad urządzeniem, gdy o świcie bawił się nim na ulicy w pobliżu pomieszczeń zajmowanych przez prezydenta.

Według dziennika "New York Times", służby bezpieczeństwa uznały, że nie mają powodów, by kwestionować prawdziwość tych informacji. Podczas incydentu, pary prezydenckiej nie było w kraju, ponieważ składa oficjalną wizytę w Indiach. W budynku jednak przebywały córki pierwszej pary USA.

Około trzeciej w nocy funkcjonariusze Secret Service usłyszeli podejrzany dźwięk. Chwilę później zobaczyli drona o średnicy około 60 centymetrów, który leciał na małej wysokości. Urządzenie uderzyło w drzewo w południowym ogrodzie Białego Domu, a następnie spadło na ziemię. Okazało się, że jest to zdalnie sterowany kwadrokopter, czyli helikopter z czterema wirnikami nośnymi. Urządzenia takie są dostępne w sklepach, często instaluje się na nich kamery.

Secret Service od początku dochodzenia zapewniał, że dron nie stanowił niebezpieczeństwa. Posługiwanie się dronami w stolicy USA jest jednak nielegalne.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: IAR

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.