Radosław Sikorski nie zamierza ustąpić z funkcji marszałka Sejmu w związku z tzw. sprawą "kilometrówek". Chodzi o rozliczenie 90 tysięcy złotych za korzystanie z własnego samochodu w celach poselskich. Mimo, że prokuratura jakiś czas temu zajmowała się tą sprawą i umorzyła śledztwo, to prokurator generalny uznał wczoraj że postępowanie należy powtórzyć.
Reklama

Radosław Sikorski odnosząc się do sprawy podkreślił, że nie zrezygnuje ze stanowiska, nawet jeśli prokuratura znów rozpocznie śledztwo. Dodał, że jego "kilometrówka" była już sprawdzana dwa razy na różnych szczeblach prokuratury. Z tego powodu Sikorski ze spokojem czeka na rezultat kolejnego postępowania. "Mam nadzieję, że to zakończy wszelkie spekulacje" - podkreślił. Wyjaśniał też, że na razie nie ma nawet postępowanie przygotowawczego w jego sprawie.

Dziś na porannej konferencji prasowej PiS ponowiło apel do premier Ewy Kopacz, by usunęła Radosława Sikorskiego z partii i z funkcji marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego.

Marszałek Sejmu odnosząc się do zarzutów PiS zaznaczył, że nie czuje się winny, a jego sprawa pokazuje, że w Polsce, zamiast domniemania niewinności "zaczynamy mieć atmosferę domniemania winy". Dodał, że to już szósta konferencja Prawa i Sprawiedliwości na jego temat, a to najwyraźniej oznacza, że politycy PiS uznają go za polityka, który jest dla nich groźny.

Radosław Sikorski podkreślił, że trudno mu udowodnić, że dużo podróżował samochodem za pieniądze sejmowe. Jak zaznaczył, posłowie nie mieli obowiązku ewidencjonowania swoich indywidualnych podróży.