Katarzyna Piekarska z SLD przyznała w rozmowie z Jackiem Żakowskim, że ona również była pacjentką prof. Chazana. Zrezygnowała z wizyt po tym, jak poprosiła o wykonanie badań prenatalnych, a lekarz odparł: "Nie, nie, jak pani przeprowadzi badania i coś będzie nie tak, pani będzie chciała usunąć ciążę".

Piekarska dodała też, że miała wrażenie, iż prof. Chazan „traktuje pacjentki jak idiotki, którym nic nie wolno”. – Prosiłam profesora o wykonanie badań prenatalnych, uznając, że to podstawowe prawo kobiety i rodziny do poznania informacji o stanie zdrowia rozwijającego się płodu – opowiadała członkini Rady Krajowej SLD. Lekarz nie zgodził się na wykonanie badań.

– Zapytałam dlaczego, przecież gdy dziecko będzie chore, można je leczyć jeszcze w łonie matki. Usłyszałam: "nie, nie, jak pani przeprowadzi badania i coś będzie nie tak, pani będzie chciała usunąć ciążę". To był moment, kiedy zdecydowałam, że więcej do profesora nie pójdę – powiedziała Piekarska, dodając, że badania wykonała w innym miejscu.

Piekarska pokazał również zawiadomienie, jakie SLD złożył do prokuratury w sprawie prof. Chazana.

SLD w zawiadomieniu powołuje się na art.156 (o spowodowanie ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej) oraz art. 160 (o narażaniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu).

"Zachowanie prof. Chazana doprowadziło do narażenia ciężarnej pacjentki na ciężki rozstrój zdrowia, w szczególności zdrowia psychicznego. Kobieta do końca ciąży będzie żyć ze świadomością, iż wyda na świat nieuleczalnie chore dziecko, które z wysokim stopniem prawdopodobieństwa umrze niedługo po narodzinach. Spowodowanie u kobiety tak silnej traumy odbije się na całym jej przyszłym życiu" - czytamy w dokumencie.