NATO potwierdza, że Rosjanie wycofali niewielką część swoich wojsk z rejonów graniczących z Ukrainą. Informację taką przekazali Polskiemu Radiu pragnący zachować anonimowość dyplomaci Sojuszu.

Jednocześnie jeden z najważniejszych NATO-wskich dowódców wojskowych ostrzegł, że Rosja ma przy granicy siły i środki potrzebne, by przeprowadzić inwazję na Ukrainę.

Ukraińskie władze szacują, że Rosja zgromadziła przy granicy około 10 tysięcy żołnierzy. Stany Zjednoczone twierdzą, że może chodzić nawet o 40 tysięcy osób. Wczoraj Rosjanie informowali, że wycofali z terenów granicznych około 800 osób. Dzisiaj jeden z NATO-wskich dyplomatów potwierdził Polskiemu Radiu, że NATO zaobserwowało niewielką redukcję rosyjskich sił. Dyplomata dodał jednak, że jest to śladowa liczba żołnierzy w porównaniu z siłami, które Rosja przerzuciła w pobliże Ukrainy.

Tymczasem dowódca sił NATO w Europie generał Philip Breedlove powiedział w telefonicznie rozmowie z agencją Reutersa, że Rosja ma teraz przy granicy wystarczające siły i środki, by dokonać inwazji na Ukrainę. Jego zdaniem, gdyby do tego doszło, Moskwa osiągnęłaby swoje cele w ciągu 3-5 dni.

Wczoraj ministrowie spraw zagranicznych krajów NATO dali wojskowym zielone światło na przygotowanie planów wzmocnienia obecności Sojuszu w Europie wschodniej, w tym prawdopodobnie także w Polsce. Chodzi zarówno o przerzucenie dodatkowych wojsk, nowe ćwiczenia oraz misje lotnicze i obserwacyjne. Planiści mają opracować szczegóły do połowy kwietnia.

Także wczoraj ministrowie krajów NATO podtrzymali wcześniejszą decyzję o zawieszeniu wszelkiej współpracy z Rosją. Równocześnie jednak amerykański Sekretarz Stanu John Kerry pochwalił decyzję Rosji o wycofaniu niewielkiej części wojsk z ukraińskiej granicy, ale zaapelował o kolejne kroki, które miałyby załagodzić kryzys.