Nawet feministki zaczynają się pochylać nad losem panów. Poprawność polityczna? A może rzeczywiście to oni są teraz słabszą płcią? Premier Donald Tusk pewnie chciał dobrze. Miał zamiar wspierać kobiety i swoim przykładem pokazać, że należy im się silna pozycja na rynku pracy.
Kiedy więc zarządził, że choć tak w Wigilię, jak i w sylwestra odbędą się posiedzenia Rady Ministrów, to z obowiązku stawienia się na nie zwolnił kobiety sprawujące urząd ministra. Bo przecież wiadomo: zapewne to one odpowiadają w domach za przygotowanie świąt, a i same muszą wyszykować się na wieczorne spotkania. Gest miał być szarmancki i profeministyczny. Ale odczytano go zgoła inaczej: Tusk faworyzuje kobiety, czyli tym samym dyskryminuje mężczyzn – obśmiali go polityczni komentatorzy.
Takie podejście jeszcze niedawno nazwano by pozytywną dyskryminacją, czyli działaniami może i niezgodnymi z zasadą równości płci, ale koniecznymi, by wyrównać szanse płci będącej w gorszej sytuacji (czytaj: kobiet). Dziś jednak coraz częściej mówi się po prostu o nierównym traktowaniu mężczyzn i o tym, że najwyższa pora, by także tym problemem się zająć.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.