Cena, funkcjonalność i koszty eksploatacji, tym jeszcze do niedawna przy wyborze auta do firmy kierowało się wielu przedsiębiorców. Teraz coraz większe znaczenie ma jednak parametr, na który wcześniej mało kto zwracał uwagę przy rozliczeniach podatkowych. Chodzi o emisję dwutlenku węgla. Obwiązujące od kilku miesięcy przepisy powiązały limity podatkowe właśnie z poziomem emisji CO2, a skutki zmian odczuwają przede wszystkim właściciele aut spalinowych i popularnych hybryd. Eksperci nie mają wątpliwości, że dla wielu firm oznacza to wyższe koszty prowadzenia działalności
Emisja CO2 stała się nowym podatkowym wyznacznikiem
Nowe zasady rozliczania samochodów osobowych wykorzystywanych w działalności gospodarczej obowiązują już od początku 2026 roku. O tym, jak dużą część wydatków związanych z autem przedsiębiorca może uwzględnić w kosztach podatkowych, decyduje teraz przede wszystkim poziom emisji dwutlenku węgla.
Rząd uzasadniał zmiany koniecznością dostosowania polskich regulacji do unijnej polityki klimatycznej i wspierania transformacji energetycznej. W praktyce przepisy wprowadzają prostą zależność: im bardziej emisyjny samochód, tym mniej korzystne rozliczenie podatkowe. Najbardziej odczuwają to firmy korzystające z samochodów spalinowych, które stanowią zdecydowaną większość flot poruszających się dziś po polskich drogach.
Co istotne, regulacje nie pojawiły się nagle. Ich źródłem jest nowelizacja ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych przyjęta jeszcze w grudniu 2021 roku. Wielu przedsiębiorców nie spodziewało się jednak, że konsekwencją tamtych przepisów będą tak istotne zmiany w podatku dochodowym. Jak wskazywał serwis dziennik.pl, unijne regulacje wywołały spore poruszenie wśród właścicieli firm, którzy musieli na nowo przeliczyć opłacalność leasingu i zakupu samochodów.
Koniec prostych zasad. Teraz obowiązują trzy progi
Do końca 2025 roku system był stosunkowo przejrzysty. Samochody spalinowe objęte były limitem amortyzacji wynoszącym 150 tys. zł, natomiast auta elektryczne korzystały z wyższego limitu sięgającego 225 tys. zł. Od 2026 roku pojawił się dodatkowy próg, a cały system został uzależniony od emisji CO2.
Najwyższy limit, wynoszący 225 tys. zł, zachowały wyłącznie samochody elektryczne oraz pojazdy napędzane wodorem. Limit 150 tys. zł przysługuje autom emitującym mniej niż 50 gramów dwutlenku węgla na kilometr. W praktyce są to głównie hybrydy typu plug-in, które można ładować z zewnętrznego źródła energii.
Najmniej korzystny próg wynosi 100 tys. zł i obejmuje wszystkie pozostałe pojazdy. Trafiają do niego zarówno tradycyjne auta benzynowe i wysokoprężne, jak również zdecydowana większość popularnych hybryd niewymagających ładowania z gniazdka.
W efekcie wiele modeli powszechnie wykorzystywanych przez przedsiębiorców znalazło się w grupie objętej najniższym limitem. Dotyczy to między innymi Toyoty Corolli 1.8 Hybrid czy Hyundaia Tucsona 1.6 HEV.
Część firm uniknęła najgorszego scenariusza
Nie wszyscy przedsiębiorcy zostali objęci nowymi zasadami w takim samym stopniu. Ci, którzy kupili samochody spalinowe jeszcze w 2025 roku i zdążyły wprowadzić je do ewidencji środków trwałych, zachowały dotychczasowe warunki amortyzacji. Inaczej wygląda jednak sytuacja przedsiębiorców korzystających z leasingu lub najmu pojazdów.
Od stycznia 2026 roku przy samochodach przekraczających nowy limit konieczne jest stosowanie odpowiedniej proporcji ograniczającej możliwość zaliczania wydatków do kosztów uzyskania przychodu.
Jak tłumaczył na łamach dziennik.pl Piotr Juszczyk, doradca podatkowy InFakt, proporcję wylicza się poprzez podzielenie obowiązującego limitu przez wartość pojazdu. W przypadku użytkowania mieszanego, czyli zarówno służbowego, jak i prywatnego, podstawą jest cena netto powiększona o połowę podatku VAT.
Mechanizm ten obejmuje między innymi raty leasingowe oraz składki ubezpieczeniowe AC i GAP. Nie dotyczy natomiast obowiązkowego ubezpieczenia OC ani bieżących kosztów eksploatacyjnych, takich jak paliwo czy serwisowanie pojazdu.
Jeden samochód, a różnica sięga kilkunastu tysięcy złotych
Skutki regulacji najlepiej widać na konkretnych wyliczeniach. Jak podawał dziennik.pl, przedsiębiorca korzystający z leasingowanego Hyundaia Tucsona 1.6 HEV o wartości około 161 tys. zł brutto mógł dotychczas uzyskać korzyść podatkową sięgającą niemal 35 tys. zł w okresie pięciu lat.
Po wejściu zmienionych przepisów ta sama korzyść spada do niespełna 24 tys. zł. Oznacza to różnicę przekraczającą 11 tys. zł przy założeniu rozliczania podatku liniowego według stawki 19 proc. i wykorzystywania samochodu zarówno służbowo, jak i prywatnie.
Dla dużych firm posiadających rozbudowane floty może to oznaczać wzrost kosztów liczony w dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy złotych.
Eksperci: przepisy nie nadążają za rzeczywistością
Te regulacje spotkały się z krytyką części doradców podatkowych i ekspertów rynku motoryzacyjnego.nIch zdaniem ustawodawca nie uwzględnił gwałtownego wzrostu cen samochodów, który nastąpił w ostatnich latach.
– Od 2021 roku ceny aut poszybowały w górę, a limity od 2017 r. pozostają niezmienione. Zamiast je waloryzować, planuje się obniżenie. To kompletnie oderwane od realiów – mówił w rozmowie z „Dziennikiem” Piotr Juszczyk.
Dane rynkowe pokazują, że problem może dotykać zdecydowanej większości przedsiębiorców. W pierwszym półroczu 2025 roku aż 94,2 proc. nowo rejestrowanych samochodów osobowych w Polsce emitowało co najmniej 50 gramów CO2 na kilometr.
Do korzystniejszego limitu wynoszącego 150 tys. zł kwalifikowało się jedynie 0,7 proc. rynku, czyli niewiele ponad dwa tysiące pojazdów.
Zobacz też: Winien i Ma. Co Unia zawdzięcza polskim sporom o sądy
Zielona transformacja ma swoją cenę
Cel ustawodawcy to zachęcenie przedsiębiorców do wyboru bardziej ekologicznych środków transportu. Problem polega jednak na tym, że dla wielu firm zakup samochodu elektrycznego lub hybrydy plug-in nadal pozostaje kosztownym przedsięwzięciem.
Barierą jest nie tylko wyższa cena zakupu, ale również ograniczona dostępność infrastruktury ładowania, szczególnie poza największymi miastami.
W efekcie wiele przedsiębiorstw staje dziś przed trudnym wyborem. Z jednej strony przepisy premiują pojazdy niskoemisyjne, z drugiej rachunek ekonomiczny wciąż często przemawia za tradycyjnymi samochodami.
To właśnie koszty, a nie ekologiczne deklaracje, mogą w najbliższych latach okazać się najważniejszym czynnikiem decydującym o tym, jak szybko polskie firmy będą wymieniać swoje floty na bardziej przyjazne środowisku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu