Rosja robi wszystko, by zachować jak największą strefę uzależnionych od siebie państw. Ale kosztuje to bardzo dużo. Tylko promocyjne ceny gazu dla najwierniejszych sojuszników pochłaniają 6 mld dol. rocznie. Dopłaca Moskwa
Reklama
Tańsze surowce, preferencyjne kredyty albo pomoc wojskowa. Oto co Rosja proponuje sąsiadom w zamian za lojalność. Moskwa co roku pompuje miliardy dolarów, by utrzymać wpływy w dawnych republikach sowieckich.

Reklama
Jako ostatnia na pomoc ze strony Rosji załapała się Białoruś. Na początku stycznia kraj dostał pierwszą, wartą 450 mln dol. transzę nowego kredytu o łącznej wartości 2 mld dol. Mińsk dostał wsparcie na bardzo korzystnych warunkach. Oprocentowanie długu wynosi bowiem zaledwie 4 proc. – o połowę mniej niż poziom inflacji w Rosji i stawki analogicznych kredytów proponowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To nagroda za udział Białorusi, choć niechętny, we wszystkich rosyjskich inicjatywach integracyjnych. Według obliczeń rosyjskich ekspertów integracyjna zniżka na gaz i zniesienie ceł eksportowych na ropę kosztują Rosję 3 mld dol. rocznie.
Na wsparcie Białorusi Kreml zdecydował się kilkanaście dni po tym, jak przydział finansowy obiecano Ukrainie. By powstrzymać Kijów przed podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE, Moskwa w połowie grudnia zdecydowała się na wydanie blisko 15 mld dol. ze swojego Funduszu Dobrobytu Narodowego (FNB) na wykup ukraińskich obligacji. – Szanse na odzyskanie tych pieniędzy są marne. Poziom wiarygodności kredytowej Ukrainy plasuje się bowiem na poziomie śmieciowym – tłumaczy w rozmowie z DGP Igor Nikołajew z agencji analitycznej FBK w Moskwie.
– To podręcznikowy przykład, gdy Kreml przedkłada rachunek polityczny nad ekonomiczny – dodaje ekspert. Moskwa oprócz kredytu zaoferowała Kijowowi też 33-proc. zniżkę na gaz. Zamiast dotychczasowych 400 dol. za 1 tys. m sześc. Ukraina zapłaci 268 dol. Jak podały „Wiedomosti”, będzie to kosztowało Gazprom nawet 3,5 mld dol. rocznie. Podobną, 30-proc. zniżkę otrzymała jesienią ubiegłego roku Armenia. W zamian Erywań nie tylko zrezygnował z integracji z UE, lecz także zadeklarował chęć przystąpienia do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. W efekcie Ormianie płacą za gaz zaledwie 189 dol. Według najskromniejszych szacunków będzie to kosztowało Gazprom 140 mln dol. rocznie.
W miliardach jest już liczony dług Naddniestrza. Separatyści z Tyraspola od siedmiu lat podkradają gaz przeznaczony dla Mołdawii, nie płacąc za niego ani kopiejki. Dług wobec Gazpromu urósł już do astronomicznych 3,6 mld dol. Rosyjski koncern nie spieszy się jednak z jego ściąganiem. Zobowiązania nieuznawanego quasi-państwa są bowiem idealnym narzędziem wpływu na Mołdawię. Kiszyniów nie może pozbyć się zobowiązań Tyraspola, gdyż w ten sposób potwierdziłby niezależność terytorium, które odłączyło się od kraju na początku lat 90. A na jego spłatę władze Mołdawii nie mają ani pieniędzy, ani ochoty.
Gazprom – uznawany za gospodarcze ramię rosyjskiej dyplomacji – będzie musiał wziąć na własny garnuszek także Kirgistan. Mimo że przejęcie tamtejszego Kyrgyzgazu kosztowało rosyjskich gazowników symbolicznego 1 dolara, koncern będzie musiał wydać w ciągu pięciu lat na modernizację lokalnej infrastruktury 20 mld rubli (1,8 mld zł). Po co to Moskwie? Zdaniem rosyjskich ekspertów to element rosyjsko-chińskiej rozgrywki o wpływy w Azji Środkowej.
Moskwa nie szczędzi też pieniędzy, gdy w grę wchodzi utrzymanie wojskowej obecności w byłych republikach ZSRR. I tak np. Tadżykistan formalnie nie pobiera opłat za dzierżawienie Rosjanom bazy wojskowej, rozlokowanej w trzech tadżyckich miastach. Moskwa i tak musi jednak słono za nią zapłacić. Kreml zgodził się wydać 200 mln dol. na dozbrojenie miejscowej armii. Ponadto zniósł cła na dostawy rosyjskich produktów ropopochodnych do Tadżykistanu. Według ocen ekspertów będzie to kosztowało kolejne 200 mln dol. Do tego Rosja umorzyła Duszanbe 242 mln dol. długów.
Hojność rosyjskich władz nie budzi entuzjazmu w społeczeństwie. – Wydawanie miliardów na projekty integracyjne w sytuacji, gdy Rosji jest coraz ciężej spiąć budżet, jest nierozsądne – przekonuje Nikołajew. – 15 mld dol. z FNB, które poszło na pomoc dla Ukrainy, miało wspomóc rosyjski system emerytalny. Tymczasem niezależnie od inwestycji w przyjaźń poziom nastrojów prorosyjskich w byłych republikach ZSRR pozostaje niski – dodaje.