Zachód zaniepokojony sytuacją na Ukrainie. Wczoraj ukraińska Rada Najwyższa ograniczyła wolność zgromadzeń, wolność słowa w internecie oraz działalność organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy.

Komisja Europejska wezwała Kijów do zmiany przyjętych przepisów. Jak oświadczyła szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, sytuacja w Kijowie budzi niepokój. "Przepisy ograniczające podstawowe prawa Ukraińców zostały pospiesznie zaakceptowane w parlamencie z pogwałceniem demokratycznych standardów” - napisała. Ashton podkreśliła, że przyjęte zmiany stoją w sprzeczności z międzynarodowymi zobowiązaniami Ukrainy. „Te godne pożałowania decyzje zapadły w czasie kryzysu politycznego i nie przyczyniają się do budowania zaufania, nie pomagają w znalezieniu rozwiązania tej sytuacji, co byłoby możliwe tylko na drodze dialogu” - dodała szefowa unijnej dyplomacji. Swoje oświadczenie zakończyła apelem do ukraińskiego prezydenta, by zawetował zmiany w przepisach.

Zaniepokojony jest także Waszyngton. Rzeczniczka departamentu stanu Jen Psaki wezwała Ukrainę do "przejścia w kierunku uniwersalnych zasad i wartości, na których opiera się cała Europa, czyli wolności, demokracji i pokoju".

Z wielkim zaniepokojeniem sytuację na Ukrainie obserwuje niemiecki rząd. "Droga wybrana wczoraj przez prezydenta Janukowycza prowadzi w ślepy zaułek" - napisał w oświadczeniu niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier.

Reklama

Szwedzki minister spraw zagranicznych Carl Bildt napisał z kolei na Twitterze, że nowe prawo na Ukrainie prowadzi do sytuacji, w której "nie będzie można prowadzić z Kijowem interesów w taki sposób jak dotychczas".

Również Sekretarz generalny Rady Europy Thorbjorn Jagland wezwał władze do ponownej oceny wprowadzanych przepisów. Zdaniem Jaglanda, sposób, w jaki władze wprowadziły przepisy, jest nie do przyjęcia. Wszelkie zmiany - jak podkreślił - powinna poprzedzać publiczna debata. Ponadto muszą one być zgodne z duchem i literą zobowiązań podjętych przez Ukrainę wobec Rady Europy. Sekretarz generalny wyraził też zaniepokojenie wprowadzeniem do ukraińskiego prawa określenia „agenci zagraniczni” wobec organizacji pozarządowych otrzymujących dotacje zza granicy.

"Przepisy są niedemokratyczne i sprzeczne z zasadami wolności wypowiedzi, mediów i zgromadzeń. Uchwalenie ich jedynie nasili protesty i zwiększy napięcie między władzami a opozycją" - powiedziała szwedzka deputowana Marietta de Pourbaix-Lundin.

Wczoraj deputowani rządzącej Partii Regionów i Komunistycznej zadecydowali, że w manifestacjach nie można brać udziału, zasłaniając twarz, na przykład, w masce, ani montować namiotów, czy budek (tak zwanych: małych form architektonicznych). Można za to trafić do aresztu albo otrzymać mandat. Za blokowanie urzędów państwowych przewidziano karę pozbawienia wolności do lat 5. Obecnie protestujący przeciwnicy władz okupują siedzibę kijowskich władz. Twarze często zasłaniają maskami bądź noszą kaski.

Za jazdę w kolumnie samochodowej, składającej się z większej liczby niż 5 aut, bez pozwolenia MSW, można teraz otrzymać mandat albo stracić prawo jazdy na rok do dwóch lat z ewentualnym skonfiskowaniem pojazdu. Dotknie to przede wszystkim uczestników tak zwanego AutoMajdanu, którzy protestują, wykorzystując własne samochody.

Pomówienie w internecie ma być karane mandatem bądź pracami społecznymi. Przeszkadzanie w działalności dziennikarskiej nie będzie już przestępstwem, a jedynie naruszeniem prawa. Nie można także ujawniać informacji prywatnych dotyczących sędziów, czy milicjantów. Manifestujący oponenci władz często protestują przed mieszkaniami i budynkami przedstawicieli władz.

Do ukraińskiego prawa wprowadzono także nowy termin: „obcy agent”. Chodzi o organizacje finansowane z zagranicy. Mają być one opodatkowane inaczej niż ukraińskie organizacje pozarządowe, a także muszą otwarcie wskazywać swój „status agentów”. O składzie swojego kierownictwa, otrzymanych spoza Ukrainy pieniądzach, a także planowanych działaniach mają informować co miesiąc jeden z organów władzy. Oprócz tego, w państwowych gazetach mają informować, co kwartał, o swoich działaniach.

Rządząca większość ogłosiła także amnestię dla funkcjonariuszy oddziałów specjalnych Berkut, którzy brutalnie pacyfikowali manifestacje 30 listopada i 1 grudnia.