Stany Zjednoczone ostro potępiają działania egipskiego rządu tymczasowego. Podczas krwawej likwidacji obozowisk demonstrantów w Kairze zginęło wczoraj 525 osób, a kilka tysięcy zostało rannych.

Barack Obama oświadczył, że Stany Zjednoczone nie godzą się na kroki, które podjął wczoraj egipski rząd tymczasowy i siły bezpieczeństwa. Amerykański prezydent podkreślił, że egipski rząd poniesie konsekwencje wczorajszych wydarzeń. "Rano powiadomiliśmy egipski rząd, że odwołujemy wspólne ćwiczenia wojskowe, odbywające się dwa razy w roku. Były one zaplanowane na następny miesiąc" - powiedział Obama. Wezwał również do zaprzestania używania siły przeciwko protestującym, zaapelował też do demonstrantów o pokojowe manifestacje. Amerykański prezydent potępił atakowanie sił bezpieczeństwa i podpalanie kościołów.

Barack Obama zaznaczył, że Stany Zjednoczone nie opowiadają sie za żadną stroną konfliktu w Egipcie. "Wiem, że to kuszące w Egipcie, by obwiniać Stany Zjednoczone, Zachód czy inne państwa za to, co poszło źle" - powiedział Obama. "Byliśmy obwiniani przez drugą stronę za wspieranie prezydenta Mohammeda Mursiego. Tego typu podejście nie pomoże Egipcjanom, by żyli w przyszłości, na jaką zasługują" - deklarował amerykański prezydent.

Zaniepokojona starciami w Egipcie jest Europa, która apeluje o natychmiastowe zaprzestanie rozlewu krwi. Francja, Niemcy i Wielka Brytania wezwały ambasadorów Egiptu w swoich krajach, aby przekazać im zaniepokojenie eskalacją przemocy. Prezydent Francois Hollande zaapelował o natychmiastowe zniesienie stanu wyjątkowego. Potępił też w ostrych słowach krwawą przemoc, do której doszło w Egipcie, i wezwał do niezwłocznego zaprzestania represji.