Rano był trotyl, po południu nie było. Gdyby sprawa dotyczyła czegokolwiek innego niż katastrofy smoleńskiej, wieczorem byśmy o niej nie pamiętali. „Rzeczpospolita” opublikowała nieprawdziwy materiał, prokuratura jej rewelacje sprostowała i tyle (czy gazeta nie dochowała należytej staranności, czy dała się komuś wpuścić w maliny, jest tutaj mniej istotne).
Ale ta nieudolna publikacja dotknęła spraw zasadniczych. Bo wbrew nadziejom optymistów Smoleńsk i to, co się po tej katastrofie zdarzyło, jest dziś w Polsce punktem odniesienia. Uświadomionym bądź nie. Ocena tego wydarzenia, działania władz, prokuratorów, biegłych, nie zależy od faktów, zależy od poglądów. Obojętne, jak skrupulatnie służby podległe premierowi prowadziłyby śledztwo, dla wyznawców zamachu będzie mało. I odwrotnie – nawet gdyby Amerykanie przysłali nam kurierem nagrania z libacji na wieży kontrolnej, antypisowcy ogłoszą, że to niewiele znaczy.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Powiązane




