Andrysiak: Udajemy, że chodzi o prawdę, gdy gra toczy się o wyższość

Andrzej Andrysiak,  zastępca redaktora naczelnego DGP
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGPDGP
31 października 2012

Rano był trotyl, po południu nie było. Gdyby sprawa dotyczyła czegokolwiek innego niż katastrofy smoleńskiej, wieczorem byśmy o niej nie pamiętali. „Rzeczpospolita” opublikowała nieprawdziwy materiał, prokuratura jej rewelacje sprostowała i tyle (czy gazeta nie dochowała należytej staranności, czy dała się komuś wpuścić w maliny, jest tutaj mniej istotne).

Ale ta nieudolna publikacja dotknęła spraw zasadniczych. Bo wbrew nadziejom optymistów Smoleńsk i to, co się po tej katastrofie zdarzyło, jest dziś w Polsce punktem odniesienia. Uświadomionym bądź nie. Ocena tego wydarzenia, działania władz, prokuratorów, biegłych, nie zależy od faktów, zależy od poglądów. Obojętne, jak skrupulatnie służby podległe premierowi prowadziłyby śledztwo, dla wyznawców zamachu będzie mało. I odwrotnie – nawet gdyby Amerykanie przysłali nam kurierem nagrania z libacji na wieży kontrolnej, antypisowcy ogłoszą, że to niewiele znaczy.

Jak to działa w praktyce, widzieliśmy we wtorek. Jedna strona przed południem zdążyła odwołać rząd i prawie wypowiedzieć wojnę Rosji, druga po południu ogłosić, że dla takich oszołomów nie ma miejsca w kraju. Pierwsza z miejsca zakwestionowała wyjaśnienia prokuratura Szelągą, bo wiadomo, skąd on i kogo reprezentuje, druga stwierdziła, że to, co się odbywa, to dewastacja państwa. Fakty? A co to takiego? Gdyby komuś zależało na faktach, nabrałby powietrza w płuca i poczekał. Ugryzł się w język, zatrzymał, pomyślał. Bo co wiadomo? Że była katastrofa, że zrobiono mnóstwo błędów przy organizacji wizyty i że Rosjanom – podoba się, nie podoba – takie wydarzenia mogły być na rękę. Z drugiej strony: nie ma żadnych dowodów, że ktoś trzeci maczał w tym palce. Są hipotezy, ale dowodów – nie ma.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane