Król: Narcyzm z niższej półki

Marcin Król
Marcin KrólDGP
12 czerwca 2012

Przeglądam przypadkiem w jakiejś poczekalni jedno z kolorowych pism o aktorach, aktoreczkach, celebrytach oraz tym podobnych. Obowiązkowe są następujące punkty: moje relacje z poprzednimi mężami, żonami, partnerami, moje relacje z mamusią (rzadziej tatusiem) – obowiązkowo znakomite, moje relacje z dziećmi różnej progenitury – również oczywiście doskonałe.

Moje relacje z samą/samym sobą – skomplikowane i bogate w wiele doświadczeń, ale oczywiście w zasadzie idealne. Kto nie zmienił partnera, kto nie ma mamusi, kto nie przeżył dramatu, ale wyszedł z tego, otrzepał się i jest jako nowy, a nawet lepszy, ten się nie liczy. Wiem, że nie ma z czego szydzić. Wiem, że widocznie są ludzie, którzy lubią te bzdury czytać i wiem także, iż absolutnie wszystko jest nieprawdą. Nic mi to nie przeszkadza. Czytać nie muszę.

Jednak pisma tego rodzaju, ludzie tego rodzaju, wypowiedzi tego rodzaju i opisy tego rodzaju mają charakter wzorcotwórczy. Co najmniej od 1968 roku na Zachodzie mamy do czynienia ze zjawiskiem, które określa się mianem umasowienia narcyzmu. Narcyzm współczesny, tak jak mitologiczny, polega na miłości do własnego odbicia, na przymusie takiej miłości. W kulturze europejskiej narcyzm występował zawsze i zawsze narcyzów było niewielu, funkcjonowali gdzieś na marginesie kultury, chociaż czasem tworzyli całkiem ważne dzieła artystyczne. Narcyzem z narcyzów jest Dorian Gray z powieści Oscara Wilde’a, ale czy ktoś to w naszych czasach czyta?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.