Do domu, w którym zatrzymał się prof. Binienda, zapukał kilka dni temu funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej. "Nie było mnie wtedy w mieszkaniu, byłem w trasie. Był to jeden żandarm, miał kopertę, nie chciał jej zostawić. Zatelefonował do kogoś, najpewniej do swego przełożonego, i wyszedł. Nic nie zostawił. Nie mówił, co jest w kopercie" - relacjonował Binienda.

Według informacji "Naszego Dziennika", koperta mogła zawierać wezwanie do wydania dokumentów wraz z opracowaniami. W takim przypadku adresat wezwania musi je zrealizować. Na terytorium RP polskie służby wykonują wszelkie czynności procesowe zgodnie z polskim prawem. Każdy, a więc także obywatel obcego państwa, podlega jurysdykcji polskiej.

Do osobistego spotkania profesora Wiesława Biniendy z prokuratorami wojskowej prokuratury okręgowej, która prowadzi śledztwo smoleńskie, nie doszło. Prokuratura wydała oświadczenie, że czeka na wskazanie miejsca i czasu rozmowy. Jednak naukowiec opuszcza Polskę i nie jest przewidziane, by przyleciał do kraju w najbliższym czasie.