Kategorycznym "nie" odpowiedziała była premier Ukrainy Julia Tymoszenko, odbywająca karę siedmiu lat więzienia, na sugestie ułaskawienia jej przez prezydenta Wiktora Janukowycza. Ta propozycja jest nie do przyjęcia - oświadczyła we wtorek opozycjonistka.
Reklama

"Nie popełniłam żadnego przestępstwa, a sprawy przeciwko mnie +od A do Z+ zostały sfabrykowane z bezpośredniego polecenia Janukowycza. Janukowycz nie doczeka się ode mnie żadnej prośby (o ułaskawienie), tak samo jak i ja nie chcę żadnej litości od niego" - czytamy w komunikacie Tymoszenko.

Była premier oznajmiła, że bez względu na cierpienia, na jakie jest narażona, prezydentowi nie uda się jej złamać. Zadeklarowała też, że nie zejdzie z drogi walki o wolność i niepodległość demokratycznej Ukrainy, której "poświęciła swoje życie".

Janukowycz nie wykluczył w ubiegły piątek ułaskawienia Tymoszenko

W wywiadzie telewizyjnym z okazji drugiej rocznicy swej prezydentury dał do zrozumienia, że ułaskawienie stanie się możliwe dopiero wtedy, gdy sprawa Tymoszenko przejdzie przez wszystkie instancje sądowe.

"Co może być dalej? Następnym krokiem może być ułaskawienie. Ta procedura też jest przewidziana prawem" - powiedział wówczas Janukowycz, przypominając, że taka procedura rozpoczyna się od oświadczenia skazanego, podania skierowanego do prezydenta.

Wyrok na Tymoszenko, która odbywa karę w żeńskiej kolonii w Charkowie, zapadł w październiku. Sąd uznał, że przekroczyła kompetencje, gdy jako szefowa rządu zgodziła się w 2009 r. na zawarcie niekorzystnych dla Ukrainy umów gazowych z Rosją.

Unia Europejska uznała, że wyrok był motywowany politycznie

Skazanie byłej premier wywołało krytykę na Zachodzie. Unia Europejska uznała, że wyrok był motywowany politycznie, w związku z czym w grudniu Bruksela nie parafowała umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą.

Tymoszenko, przywódczyni największego ugrupowania opozycji w parlamencie, była główną konkurentką Janukowycza w wyborach prezydenckich w 2010 r. Opozycjonistka utrzymuje, że jej skazanie jest wynikiem dążeń do wyrugowania jej z polityki przed zaplanowanymi na październik br. wyborami do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy.

W poniedziałek wyrok czterech lat więzienia dostał były minister spraw wewnętrznych w rządzie Tymoszenko, Jurij Łucenko. Sąd w Kijowie uznał go za winnego sprzeniewierzenia funduszy państwowych i nadużycia władzy. Chodzi m.in. o decyzję Łucenki o przyznaniu - z pominięciem prawa - dodatku emerytalnego dla kierowcy b. ministra w wysokości 40 tys. hrywien (ok. 16 tys. złotych).

Rozczarowanie faktem skazania Łucenki wyraziły UE i USA. Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton i komisarz ds. rozszerzenia Sztefan Fuele uznali, że wyrok potwierdza, że na Ukrainie kontynuuje się procesy, które nie spełniają międzynarodowych standardów, jeśli chodzi o przejrzystość, uczciwość i niezależność. Zapowiedzieli, że UE będzie uważnie śledzić rozwój sytuacji na Ukrainie, w tym sprawę odwołania od wyroku Łucenki oraz rewizji procesu Tymoszenko.