PGE Energia Odnawialna zawiązała spółkę z prywatnymi inwestorami na budowę elektrowni wiatrowej w Woli Rafałowskiej. Wietrząc doskonały interes, nie sprawdziła wspólników i nie kontrolowała przedsięwzięcia. Efekt? W inwestycji, która ostatecznie nie została zrealizowana, utopiono kilkadziesiąt milionów złotych
Przepis na zarobek jest prosty: prywatni biznesmeni zakładają spółkę i namawiają do współpracy dużą państwową firmę. Ta we wspólnym przedsięwzięciu obejmuje tylko kilkanaście procent udziałów. Taki zabieg pozwala szybciej przeprowadzić inwestycję: nie trzeba stosować ustawy o zamówieniach publicznych, bo przecież prywatny biznes może wydawać pieniądze, jak chce. Następnie państwowa firma pompuje w interes dziesiątki milionów złotych poza systemem przetargowej kontroli. Inwestycja ostatecznie nie powstaje. Tak było w przypadku PGE Energii Odnawialnej i dwóch sprytnych przedsiębiorców z Podkarpacia.
Wzgórza wokół Woli Rafałowskiej, niewielkiej wsi na Podkarpaciu, są wymarzoną lokalizacją dla elektrowni wiatrowej. Dmucha tutaj silniej i dłużej niż w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce. – Doskonałe miejsce na postawienie wiatraków – tak zapewne musiało pomyśleć dwóch biznesmenów, którzy w połowie lat 90. założyli spółkę o siermiężnej, ale kojarzącej się z energią elektryczną nazwie Mega. Siedziba firmy: Kraczkowa, kilka kilometrów od przyszłej elektrowni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.