Jest świetna okazja, by odświeżyć spot wyborczy, który spowodował przegraną Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w 2005 r. Jego autorzy – Adam Bielan i Michał Kamiński, wtedy jeszcze w Prawie i Sprawiedliwości – skutecznie przestraszyli wyborców, pokazując błyskawicznie pustoszejącą lodówkę. Żywność miała znikać z półek na skutek podwyżek cen, jakie byłyby konsekwencją zapowiedzianego przez PO wprowadzenia liniowego podatku VAT. Obecnie ten sam film powinny przypomnieć partie, które czują się zagrożone przez Polska Jest Najważniejsza. Grupa pod egidą Joanny Kluzik-Rostkowskiej w swoim programie gospodarczym zapowiedziała bowiem wprowadzenie liniowego VAT. Tyle że nie na poziomie 15, ale 19 proc. Oznacza to, że jajka, sery czy jogurty na filmie powinny znikać jeszcze szybciej, zanosi się bowiem na dużo większe podwyżki cen żywności. Obecnie ceny zawierają 5 lub 8 proc. podatku, potem jego stawka skoczyłaby do 19 proc.
Liniowy VAT jest marzeniem każdego ekonomisty. Tworzy system prostszy, odporniejszy na oszustwa, tańszy w poborze. To ważne zalety. Dla każdego ministra finansów ma jeszcze jedną – według wstępnych szacunków przysporzyłby budżetowi kilkanaście miliardów złotych rocznie. Przy naszej dziurze budżetowej te zalety są nie do przecenienia. Nie dziwię się, że eksperci, którzy przygotowywali program dla PJN, urokowi liniowego VAT się nie oparli. Dziwię się natomiast politykom, że nie próbują odpowiedzieć sobie i nam, co to będzie oznaczało.
PJN zapewnia, że najbiedniejsi dostaną rekompensaty. Nie mówi, jak liczne będzie to grono. Pewne jest, że cała operacja służyć ma temu, żeby budżet zarobił, w przeciwnym bowiem razie po co jeść tę żabę? Przeciętna polska rodzina wydaje na żywność około 23 proc. swojego domowego budżetu. W rodzinach uboższych ten wskaźnik jest wyższy, w zamożniejszych – niższy. Najbogatsi o wiele większą część swoich budżetów przeznaczają dziś na zakup towarów obłożonych stawką 23 proc. VAT. Jeśli zostanie ona obniżona do 19 proc., część z nich nawet na tej operacji może zyskać. Kto więc straci, skoro najbiedniejszym państwo podwyżkę zrekompensuje? Średniacy, czyli ogromna większość społeczeństwa. To z ich kieszeni pochodzić będą te miliardy, które zyska budżet. PJN aż się prosi, żeby PO postraszyła wyborców starym filmem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.