Polacy kończą rok z bólem głowy od nadmiaru nierozstrzygniętych dylematów. Czy stan Jarosława Kaczyńskiego bierze się z tabletek, czy z cynicznej premedytacji? Czy Palikot jest tajną bronią Platformy Obywatelskiej, czy tylko dziwakiem, a Komorowski jest szowinistycznym szlachciurą czy tylko facetem?
Szczęśliwie jedna rzecz zdaje się wreszcie klarować. Co z tą Polską do licha? Otóż to był rok, w którym dostaliśmy odpowiedź. Ostatecznie rozjechały się dwie Polski. Ta prywatna – przedsiębiorcza – i ta publiczna – rozlazła. Rok, w którym zrozumieliśmy, że największym problemem państwa jest państwo, a największym sukcesem jego obywatele.
52. tydzień burzliwego 2010 r. zamykają, z jednej strony, rekordowe wyniki Giełdy Papierów Wartościowych, które zadają kłam wszystkim pesymistycznym przepowiedniom, a z drugiej strony, zatory kry na rzekach, które zadają kłam optymistycznym zapewnieniom rządu, że jesteśmy przygotowani do zimy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.