Na nazwisko ofiary przestępcy wyłudzali kredyty, co oznaczało dla Grzesika liczne kłopoty - przesłuchania na policji, zajęcie pensji przez komornika i brak możliwości otrzymania kredytu. To historia, która może spotkać każdego - przekonuje powód.

Bank zgadza się, że jego pracownicy popełnili błąd, kwestionuje jednak kwotę roszczenia.

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Katowicach ruszył proces w tej sprawie. Zeznawali pierwsi świadkowie. Sąd przesłuchał m.in. dziennikarzy, którzy publikowali materiały poświęcone sprawie Grzesika, jego dawną przełożoną i pośrednika nieruchomości, u którego dziennikarz miał kupić mieszkanie.

Dziennikarz "Gazety Wyborczej", który napisał kilka tekstów o kłopotach Grzesika opowiedział, jak na kilkanaście godzin przed publikacją jednego z artykułów do jego szefa zadzwonił któryś w dyrektorów Getin Banku. Przekonywał, że Grzesik jest niewiarygodny.

Dawna przełożona powoda z jednej ze stacji radiowych mówiła, że po tym, jak ukradziono mu dokumenty coraz gorzej się z nim pracowało - stał się rozdrażniony, a z powodu licznych wezwań na policję mniej dyspozycyjny. "Myślę, że czuł się bezradny - kiedy ciągle coś się wyjaśnia i nic się nie dzieje, można czuć się bezradnym" - powiedziała.

Świadek przyznała, że choć wcześniej nie było do niego zastrzeżeń, sprawa z kredytami w jakimś stopniu zaważyła na tym, że w 2009 r., kiedy radio zmniejszało zatrudnienie z powodu kryzysu, to Grzesik został zwolniony. Był jedynym krajowym etatowym reporterem zwolnionym w tamtym czasie.

"Bank nie był w stanie zapewnić konsumentowi bezpieczeństwa"

"Istota tej sprawy sprowadza się do tego, że bank nie był w stanie zapewnić konsumentowi bezpieczeństwa, co jest jego podstawowym obowiązkiem" - powiedział pełnomocnik Grzesika, mec. Mariusz Fras. Poza zadośćuczynieniem Grzesik domaga się przeprosin. Nie wyklucza też kolejnego procesu przeciw Getin Bankowi, tym razem o odszkodowanie.

Gdy w kwietniu 2006 r. Grzesikowi skradziono portfel i dokumenty, powiadomił o tym policję i Getin Bank, w którym miał konto VIP. Sądził, że dokumenty zostały zastrzeżone, więc sprawa jest zamknięta. Wkrótce okazało się jednak, że przestępcy posługujący się dowodem Grzesika zaciągali na jego nazwisko kredyty, które później nie były spłacane. Grzesik wielokrotnie był wzywany na policję, by złożyć zeznania i poddać się badaniom grafologicznym.