Pochodził z ubogiej, robotniczej rodziny z Liverpoolu i jako jedyny z czterech braci mógł skończyć wyższe studia. Rodziców nie było stać na więcej. Karierę zawodową zaczął w Tesco. Najpierw jako specjalista od marketingu, stopniowo piął się w górę, by w wieku 40 lat, w 1997 roku, stać się prezesem koncernu.

Liczby mówią same za siebie. 14 lat temu Tesco było stosunkowo skromnym graczem na międzynarodowym rynku handlu. Z przychodami 15 mld funtów spółka wypracowała wówczas 750 mln funtów zysków. Dziś może się pochwalić sprzedażą wartą 65 mld funtów, a zyski – szczególnie jak na czasy kryzysu – są imponujące: przeszło 3,5 mld funtów w ostatnim roku finansowym. Tylko trzy sieci handlowe na świecie mogą się pochwalić większą sprzedażą.

Wszystko to jest skutkiem bezwzględnej strategii wzrostu forsowanej przez Leahy’ego. Z sieci zwykłych hipermarketów Tesco stało się czymś na kształt gigantycznej grupy dyskontowej, sprzedającej np. dżinsy za 4 funty i bilety lotnicze z Londynu do Hiszpanii za 49 funtów. Koncern, który tradycyjnie zajmował się sprzedażą żywności, rozszerzył ofertę na elektronikę, meble, ubrania. Poprzez swoją stronę internetową oferuje też usługi telefoniczne i bankowe. Wprowadził hipermarkety czynne całą dobę. Zaczął ambitną ekspansję za granicą: dziś marka Tesco jest znana w 13 krajach Europy (w tym w Polsce), Azji i Ameryki, a sprzedaż w Wielkiej Brytanii stanowi już tylko 1/3 dochodów koncernu.

W samym Zjednoczonym Królestwie co siódmy wydany na zakupy funt trafia do kas zarządzanych przez sir Terry’ego Leahy’ego. To m.in. wynik sieci mniejszych sklepów, jak Adminstore, Europa, Harts czy Cullens. Prezes stworzył też nowy koncept lokalnych sklepów Tesco Express, które stanowią bezpośrednią konkurencję dla małych detalistów. Tyle że oferowane w nim ceny są o wiele niższe.

Aby zachęcić załogę, Leahy wprowadził wiele programów motywacyjnych. Jeden z nich zakłada, że pracownik co miesiąc odkłada 250 funtów na specjalny fundusz i po pięciu latach może za te pieniądze kupić akcje Tesco po cenie, jaka obowiązywała przy rozpoczęciu planu oszczędzania. Ponieważ notowania giełdowe koncernu przez ostatnie lata rosły, taki układ oznacza pokaźny zysk.

W 2002 roku królowa przyznała Leahy’emu szlachectwo, a dwa lata później miesięcznik „Fortune” uznał go za biznesmena roku.

Nie wszyscy w Wielkiej Brytanii przyjmują jednak odejście Leahy’ego z żalem. Jego bezwzględna polityka cięcia kosztów i cen sprowokowała wiele pozwów przez właścicieli mniejszych sklepów o dumping i drapieżną politykę wycinania konkurencji.