Stenogramy nie wpłyną na przebieg kampanii wyborczej – mówi Andrzej Rychard
Ujawnione zapisy z czarnych skrzynek nie wpłyną na przebieg kampanii wyborczej. Nikt rozsądny nie mógł w końcu liczyć na to, że znajdą się tam jakieś radykalne, przełomowe treści. Nic nie wskazywało na to, że znajdujący się na pokładzie dowódcy wojskowi, a tym bardziej sam prezydent, mieliby przymuszać pilotów do lądowania za wszelką cenę.

Teorie spiskowe

Wiara w to, że zawartość czarnych skrzynek zmieni nagle sposób patrzenia na tragedię, była niepotrzebnie nakręcana przez część mediów i polityków. W tym sensie dobrze się stało, że zapisy szybko zostały ujawnione. Ktoś, kto spodziewał się prostych odpowiedzi, może się czuć zawiedziony. Choć na pewno zaczną się zaraz kolejne domniemania, czy aby wszystko zostało przekazane stronie polskiej, czy nie ma przekłamań. Tym bardziej że w stenogramie wiele zapisów zostało uznanych za niezrozumiałe. Pojawią się więc spekulacje, czego brakuje. W miejsce starych teorii spiskowych powstaną nowe. Choć jest to i tak mniejszy koszt, niż gdyby zdecydowano się nie ujawniać w ogóle zawartości skrzynek. Zapis z nich nie będzie kluczowy dla przebiegu kampanii. Bo nie ma tu żadnych rewolucji. Zamiast tego czeka nas stopniowe dodawanie do siebie elementów układanki. A w tej, poza fatalną pogodą, kluczową rolę odgrywają błędy i zaniedbania procedur.
Paradoksalnie to nie treść, lecz sam sposób upubliczniania stenogramów stał się już elementem gry wyborczej. Fakt, że prezes PiS nie pojawił się na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, to już jest zachowanie kampanijno-wyborcze. Bo raczej trudno było się spodziewać, że mecenas Jarosława Kaczyńskiego zostanie dopuszczony do tego posiedzenia.

Skrzynki w grze

Ciekawi mnie natomiast odpowiedź na inne pytanie: jaki cel miało samo posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego? Czy zostało zwołane wyłącznie po to, by ujawnić stenogramy? To niespecjalnie silny argument. Marszałek Komorowski musiał liczyć się z różnymi gestami polityków, jak choćby z zachowaniem Grzegorza Napieralskiego, który wyszedł z posiedzenia rady przed opublikowaniem stenogramu. Rozumiem jego argumentację, że niedopuszczalna byłaby sytuacja, w której zapisy poznałaby tylko wąska część opinii publicznej.
Nie rozumiem też, w jakim celu niemal 41 stron stenogramu było słowo po słowie odczytywanych w mediach. Robienie z tego medialnego przedstawienia jest niepotrzebnym podgrzewaniem atmosfery. W zupełności wystarczyłoby, żeby cała transkrypcja została umieszczona na stronach internetowych mediów.
Teraz Komorowski będzie bronił sposobu publikacji zawartości skrzynek. A Jarosław Kaczyński skoncentruje się na podkreślaniu i przypominaniu, że w pierwszej kolejności zapisy powinny trafić do rodzin ofiar. Nie zapominajmy, trwa kampania wyborcza i wszystko może zostać w niej użyte. Czarne skrzynki siłą rzeczy stały się elementem tej gry.

Andrzej Rychard, politolog, socjolog