Traktat lizboński z pewnością nie jest doskonały. Na pewno też miałby większą legitymację, gdyby we wszystkich państwach Unii został przyjęty w referendach. Ale na to już za późno.
Poddawanie nieznacznie tylko zmodyfikowanej Lizbony pod głosowanie w momencie największego kryzysu w historii euro jest fatalnym pomysłem.
Od chwili, gdy pierwszy kraj przyjął traktat, do złożenia ostatniego podpisu pod ratyfikacją upłynęły dwa lata bez jednego miesiąca. Na rynkach walutowych to niemal wieczność. Jeśli już teraz rynki nerwowo reagują, zastanawiając się, czy strefa euro przetrwa grecki kryzys, wyobraźmy sobie, co by się działo w ciągu kilkunastu bądź nawet kilku miesięcy potrzebnych na ponowną ratyfikację. A gdyby któryś z krajów, co bardzo prawdopodobne, odrzucił traktat w referendum?